Naturalnie nieidealna

Naturalnie nieidealna

naturalne kosmetyki - świadoma pielęgnacja - zdrowe życie

Najnowsze wpisy

Projekt denko LIPIEC

Projekt denko LIPIEC

Powiem Wam, że lubię robić denka, chociaż zbieranie tych wszystkich opakowań, zamiast ich wyrzucania jest trochę uciążliwe. Muszę trzymać mnóstwo pustych opakowań, które łatwo się przewracają i zajmują cenne miejsce w moim małym, choć przytulnym mieszkanku 😉 jednak dzięki temu widzę ile zużywam w rzeczywistości. […]

Maseczki Vianek i Duetus

Maseczki Vianek i Duetus

Kiedyś nie wyobrażałam sobie robienia maseczek, w szczególności tych glinkowych. Szybko zastygają, na twarzy robi się skorupa, no i do tego wszystkiego ciężko jest je zmyć. Jednak od tego czasu wiele się zmieniło. Obecnie jeśli w ciągu tygodnia nie zrobię sobie chociaż jednej maseczki dziwnie […]

Denko czerwiec

Denko czerwiec

Mamy początek, więc przyszedł już najwyższy czas, żeby pokazać Wam kosmetyki, które udało mi się zużyć w.. CZERWCU! Na szczęście jestem już coraz bliżej wyrównania mojego poślizgu i mam nadzieję, że jak najszybciej uda mi się opisać moje zużycia zarówno z lipca, jak i z sierpnia. Także trzymajcie za mnie kciuki 😀 a tymczasem przechodzę do denka 😉

Lekki krem rokitnikowy – SYLVECO

Moje doświadczenie z tym kremem to taka relacja love-hate. A może bardziej hate na początku, a po dwóch tygodniach był jednak totalna miłość 😀 przykład tego kremu idealnie mi pokazuje, że nie należy oceniać kosmetyków jedynie po paru użyciach, a trzeba dać im szansę w pełni rozwinąć swoje skrzydła 😉 uwielbiam ten krem za lekką konsystencję, szybką wchłanialność i delikatnie żółte zabarwienie, które świetnie się stapia z moją skórą. Dodatkowo ładnie nawilża, dobrze sobie radzi również jako baza pod makijaż. Zapach jest trochę specyficzny, ale da się przemęczyć 😉

Esencja kojąca złoty korzeń i czerwony mak – POLNY WARKOCZ

Bardzo przyjemny produkt, ładnie koi cerę, delikatnie ją nawilża i tonizuje przywracając odpowiednie pH. Chociaż jednak moim ulubieńcem nadal zostanie wersja z mleczkiem pszczelim..  Dużym plusem tego produktu jest szklane opakowanie i przystępna cena. Od siebie dodałabym jedynie atomizer, aby wytworzyć cudowną mgiełkę, dlatego po prostu w domowym zaciszu zmieniłam zakrętkę na taką z atomizerem 😉

Malinowy balsam do ust – FRESH & NATURAL

Jaki to był cudowny produkt! Z resztą chyba widać po stanie opakowania, że nie miał łatwo i był nieźle wymęczony.. Ilość tego masełka połączona z jego wydajnością tworzą produkt wręcz nie do zużycia! Ja go stosowałam głownie jako balsam do ust i dawał cudowny połysk na ustach, bardzo podobny do błyszczyka, a nawilżenie zapewniał w gratisie 😉 kiedyś zostawiłam go w domu u rodziców i okazało się, że mama używa go do demakijażu ust i tych super-trwałych pomadek, a brat do pielęgnacji skóry z tatuażem. Także jak widzicie produkt super wydajny, a do tego wielofunkcyjny i tani 😀 nic tylko kupować 😉

Mleczko do ciała len zwyczajny + rozmaryn – BIELENDA

Szczerze mówiąc, to taki mocno przeciętny produkt, po jego zużyciu nie czuję się zachęcona do wypróbowania reszty mleczek z tej serii, chociaż pewnie za jakiś czas to zrobię, żeby sobie porównać, czy wszystkie są tak średnie. Akurat ta wersja nawilżała, ale efekt utrzymywał się bardzo krótko, czasami nawet rano musiałam smarować się drugi raz, a bardzo rzadko czuję taką potrzebę przy stosowaniu innych produktów. Do tego pompka przestała działać przy 1/3 opakowania, także wydobywanie produktu ze środka nie było zbyt przyjemne, ani proste niestety..

Ziołowy płyn do płukania jamy ustnej – SYLVECO

Kolejne opakowanie tego płynu u mnie w domu, bardzo, bardzo go lubię! Smak jest słodko-odświeżający, niezbyt przypomina drogeryjne produkty tego typu. Efekt odświeżenia po nim nie jest długotrwały, jednak jak dla mnie wystarczający. Jak na razie jest to mój ulubiony naturalny płyn do płukania jamy ustnej.

Krem do depilacji Sensitive – ISANA

Jest to jedyny krem do depilacji jaki kupuję! Jeśli kończy się jedno opakowanie, to w zapasie mam drugie 😀 jestem z niego bardzo zadowolona, nie podrażnia, nawet gdy się go dłużej przytrzyma, co przy bardziej upartych włoskach polecam. Ja stosuję go głównie do depilacji rąk, na nogi trochę mi go szkoda, bo zbyt dużo bym go wtedy zużywała. Na promocji w Rossmannie kupuję kilka sztuk i mam spokój na jakiś czas 😊

Eliksr do włosów kręconych – BYDGOSKA WYTWÓRNIA MYDŁA

Przyjemna mieszanka olejów, która jednak u mnie szału nie zrobiła. Moje włosy ją polubiły, ale dzieci z tego nie będzie 😉 moje loczki bardziej się lubią z mieszankami mojej produkcji, także za tę dość wysoką cenę powrotu nie będzie, ale wiecie jak to jest! Każdy włos jest inny, także może się okazać, że dla Was to będzie mieszanka życia 😀

Szampon przeciwłupieżowy Siła Jelenia – NATURA SIBERICA

Wszystkie szampony z Natura Siberica, które dotychczas miałam bardzo się pieniły i w przypadku siły jelenia nie było inaczej. Serio, piany nie powstydziłyby się nawet szampony na SLS, czy SLES. Jeśli chodzi o jego działanie przeciwłupieżowe, to ciężko mi powiedzieć, bo go nie mam, natomiast B., który ma ŁZS całkiem go lubił. Nie podrażniał skóry głowy, nie powodował swędzenia, trochę przyczynił się do wyciszenia zmian, jednak działanie to nie było jakoś specjalnie spektakularne. Jeśli chodzi o jego wady, to butelka jest beznadziejna! Plastik jest tak gruby, że ciężko mi było butelkę nacisnąć, co szczególnie problematyczne było przy końcówce szamponu. Co więcej okazało się, że jest to bardzo niewydajny produkt, skończył się dużo wcześniej niż inne szampony o podobnej pojemności.

Wcierka anyż i lukrecja – SATTVA by AGNIESZKA NIEDZIAŁEK

Ta wcierka nie zrobiła na mnie ogromnego wrażenia, chociaż była bardzo przyjemna. Ja nie zauważyłam wysypu nowych włosków, a mój B. poprawy stanu skalpu. Jednak przyznam się bez bicia, że nie stosowaliśmy jej codziennie. Niestety skład wcierki został zmieniony i to na taki, którego nie polecam. Także zdecydowanie powrotu, ani kolejnych szans nie będzie. W takiej sytuacji bardzo się cieszę, że nie została ona moim ulubieńcem..

Pianka defined curls – PANTENE PRO-V

Ta pianka w żadnym wypadku nie jest produktem naturalnym, jednak jej używam. Moje kręcone włosy potrzebują mocnego utrwalenia, w innym wypadku wyglądam jak stara miotła.. z tego powodu w przypadku produktów do stylizacji włosów nie jestem aż tak restrykcyjna, jak w przypadku produktów do ciała, bo wiecie.. Włosy są martwe. Jeśli używam jakiegoś produktu, którego skład nie jest dobry, to zawsze Wam o tym wspominam, także się nie przejmujcie 😉

Szampon dodający objętości bio-papaja & bio-bambus – ALTERRA NATURKOSMETIK

Szampony z Alterry mają bardzo dużo zalet – są tanie, łatwo dostępne, mają dobre składy i zapachy. Wersja z papają szczególnie przypadła mi do gustu, dzięki jej żelkowej konsystencji i owocowemu zapachowi. Oczywiście moje włosy też go polubiły! Z racji tego, że jest to mocniejszy szampon, to używałam go średnio raz na dwa tygodnie. Włosy po nim były odświeżone, ładnie się układały i miałam wrażenie odbicia od nasady. Bardzo chętnie jeszcze wrócę do tego produktu!

Odżywka pomegranate & acai – PETAL FRESH

U mnie odżywki z Petal Fresh sprawdzają się po prostu średnio.. Miałam już chyba cztery i tylko z jednej byłam tak naprawdę zadowolona. Z tą było podobnie, niby narzekać zbytnio nie mogłam, ale szału też nie robiła. Zapach ma delikatny, ale całkiem przyjemny. W odniesieniu do wszystkich odżywek Petal Fresh (oprócz wersji przeciwłupieżowej w brązowej butelce) mogę powiedzieć, że pomimo swojej gęstej konsystencji bardzo dobrze się je wyciska z opakowania!

Papaya hair food – GARNIER FRUCTIS

Widzę, że wyszło mi dość włosowe denko 😉 ale one po prostu potrzebują dużo miłości i nawilżenia.. ta odżywka, w przeciwieństwie do Petal Fresha, sprawdziła mi się świetnie! Jak dotąd jest to moja ulubiona z całej serii! Cudownie pachnie, szkoda tylko, że zapach nie utrzymuje się u mnie jakoś bardzo długo.. włosy są po niej bardziej lśniące, dociążone, a skręt delikatnie podbity. Praktycznie za każdym jej użyciem miałam GHD (good hair day)! Bardzo chętnie będę ją kupować ponownie, tylko najpierw przetestuję pozostałe wersje z tej serii, może któraś okaże się jeszcze lepsza? 😉 a która jest Waszą ulubioną?

Cieszę się, że udało mi się skończyć ten wpis na dobrą nutę! Od razu jakiś humor lepszy zostaje 😉 jak widzicie nazbierało się trochę tych zużytych opakowań, ale głownie wykończyłam produkty włosingowe. Pamiętajcie tylko, że ja tych kosmetyków używam przez parę miesięcy, zanim trafią do denka! Nie jest tak, że to wszystko mi poszło w miesiąc! Gdyby tak było, to chyba bym chodziła codziennie z tłustymi włosami od odżywek i oleju!

Do zobaczenia następnym razem!

Aga

Poranna rutyna pielęgnacyjna

Poranna rutyna pielęgnacyjna

Dawno nie pokazywałam Wam moich rutyn pielęgnacyjnych nawet na Instagramie, dlatego postanowiłam to zmienić, szczególnie że mam kilka perełek, które powinny być przydatne również dla wielu z Was. Moja poranna rutyna, bo taką Wam dzisiaj pokażę, nie jest bardzo rozbudowana, ani szczególnie skomplikowana, także po […]

Denko maj

Denko maj

Nadrabiania zaległości ciąg dalszy, także tym razem przychodzę do Was z moimi zużyciami z maja. Ponownie trochę się tego zebrało, także bez zbędnego przedłużania zapraszam do lektury 😊 Szampon do włosów – Biolaven Bardzo lubię kosmetyki z Biolavenu, uważam, że mają cudowny zapach, chociaż wiem, […]

Miesiąc bez zakupów kosmetycznych

Miesiąc bez zakupów kosmetycznych

Zawsze mi się wydawało, że jestem świadomym konsumentem, że kupuję tylko wtedy, kiedy potrzebuję, a promocje nie robią na mnie większego wrażenia, chyba że w ofercie jest coś czego rzeczywiście potrzebuję. Jednak są u mnie dwie kategorie kosmetyków, nad którymi poczułam, że delikatnie zaczynam tracić kontrolę. A mowa tutaj o odżywkach do włosów i podkładach do twarzy, chociaż tutaj nie wiem jak to się stało, bo mało się maluję, a już naprawdę nienawidzę dobierać sobie koloru podkładu. Postanowiłam więc, że przyłączę się do instagramowego wyzwania Pinkish Beauty. Niestety przez zawirowania rodzinne nie mogłam się w wyzwanie zaangażować tak bardzo, jakbym tego chciała i relacjonować go tutaj i na Instagramie. Jednak wytrzymałam cały maj bez żadnych zakupów kosmetycznych i to jest chyba najważniejsze.

Początek wyzwania

Szczerze mówiąc to nie sądziłam, że wytrwanie całego miesiąca będzie dla mnie jakimkolwiek wyzwaniem, bo przecież marketing i wszechobecna promocja produktów nie ma na mnie żadnego wpływu. 😉 Oczywiście przeliczyłam się i to dość mocno! Szczególnie ciężko było się oprzeć tym wszystkim wspaniałym promocjom z okazji dnia matki, czy dziecka! Wszędzie były świetne okazje i czułam się kiepsko z tym, że nie mogę nic kupić. Jednak za chwilę przyszła do mnie refleksja. Przecież te promocje są co chwilę!! Jak nie w tym sklepie to w innym znajdzie się jakaś okazja. A ja nie muszę mieć zapasu kosmetyków jak dla kilku osób. Jednak wracając do początku, to całe wyzwanie postanowiłam zacząć od małego rachunku sumienia i wyciągnąć wszystkie dostępne zapasy. Już wcześniej wprowadziłam w swoje zakupowe życie zasadę, że mogę kupić jakiś produkt, tak aby tylko jeden znajdował się w zapasie, dzięki czemu nic nie kumulowałam. Jednak trafiło mi się kilka potknięć i tak skończyłam z:

– 2 peelingami w zapasie (nieotwartymi)

– 2 balsamami do ciała (nieotwartymi)

– 4 odżywkami do włosów w zapasie i 5 otwartymi

– 2 otwarte podkłady mineralne, 1 mała próbka podkładu mineralnego, krem BB oraz 1 zamknięty krem BB

Niby się wydawać może, że te zapasy nie są bardzo „imponujące”, ale przez to że ciągle widziałam nowe rzeczy, które chciałam wypróbować i wszechobecne promocje, zmagałam się cały czas z pokusą, której od czasu do czasu ulegałam, a przecież bez sensu jest mieć 7 podkładów, 6 peelingów, czy 4 balsamy!

Wyzwanie

Na wyzwanie zdecydowałam się zupełnie spontanicznie, po zobaczeniu grafiki do niego zachęcającej. I prawdę mówiąc zupełnie o nim zapomniałam! Przypomniałam sobie o nim dopiero parę dni później, gdy zobaczyłam promocje. Dobrze, że się w porę opanowałam 😉 W trakcie trwania zabawy skończyła mi się pianka do twarzy, jako że nie miałam nic w zapasie, to postanowiłam, że zrobię sobie swój własny puder myjący. Byłam z niego nawet zadowolona do czasu, aż mnie wysypało na twarzy. Puder okazał się po prostu niewystarczający. Wyzwanie zakładało jeden zakup awaryjny i właśnie z takiej opcji z czystym sumieniem skorzystałam. W związku z tym kupiłam Emulsję Nawilżającą do Oczyszczania od Pure by Clochee (jest super! Z pewnością będę jeszcze Wam o niej pisać!), jednak tego zakupu nie traktuję jako potknięcia, czy złamania silnej woli. Po prostu skończył mi się produkt, którego potrzebowałam, spróbowałam domowego sposobu, który nie wypalił, więc dokonałam zakupu zgodnego z moimi bieżącymi potrzebami, a nie na zapas. Nie myślcie, że puder po prostu wyrzuciłam! U mnie duch less waste ma się bardzo dobrze, także dodałam do niego hydrolat oraz olej i wyszła mi całkiem z tego całkiem niezła maseczka nawilżająco-oczyszczająca, także nic się nie zmarnowało. Oprócz tego zakupu wyzwanie przeszłam bez żadnych potknięć, choć pokus było całkiem sporo.

Wnioski

Podsumowując te 31 dni bez zakupów uważam, że za udany zakupowy detoks. Była to bardzo dobra decyzja, która pozwoliła mi spojrzeć na moje nawyki jako konsumenta i zatrzymać się w odpowiednim momencie, zanim doszło do zakupoholizmu. Oczywiście żartuję, aż tak źle ze mną nie było, ale lepiej chuchać na zimne 😉  Dobrze tak czasem spojrzeć na różne aspekty naszego funkcjonowania z innej niż zwykle perspektywy, można wtedy zauważyć rzeczy, które w codziennym pędzie nam umykają. Ja nie liczyłam ile zaoszczędziłam podczas wyzwania, bo nie wiem na co rzeczywiście bym się skusiła, ale z pewnością pod względem finansowym wyszłam na plus. Także jeśli macie problem, albo chcecie zobaczyć, czy Wam się uda wytrzymać miesiąc bez zakupów to zdecydowanie polecam! Bardzo fajne doświadczenie, które pokazało mi, że nie potrzebuję kupować aż tylu rzeczy! To co, decydujesz się?

Do zobaczenia następnym razem!

Aga

Denko kwiecień

Denko kwiecień

Denko kwiecień Przez zawirowania rodzinne i zdrowotne trochę bloga znowu zaniedbałam, ale niestety tak to czasem w życiu bywa. Teraz obiecuję poprawę i regularność we wpisach, możecie mnie z tego rozliczać 😊 Także zaczynam nadrabiać zaległości i rozpocznę denkiem! Co miesiąc zadziwia mnie ilość zużytych […]

Liposomowe Serum pod Oczy Ogórek – Mokosh

Liposomowe Serum pod Oczy Ogórek – Mokosh

Jakiś czas temu zauważyłam, że zaczęły pojawiać mi się pierwsze zmarszczki zarówno pod oczami, jak i na twarzy. Szczególnie zauważalne były te na czole, jednak totalnym szokiem była tzw. lwia zmarszczka i kurze łapki. Pierwszą moją reakcją było „Ale jak to? Ja?! Zmarszczki? JUŻ??!! Ale […]

Denko marzec

Denko marzec

Z miesiąca na miesiąc zaczyna mnie coraz bardziej zadziwiać ilość kosmetyków, które zużywam. Kiedyś, gdy jeszcze nie zbierałam pustych opakowań, wydawało mi się, że może być ich maksymalnie 5! Cóż.. troszkę się pomyliłam 😉 Zupełnie nie wiem jak to się dzieje! Dobrze chociaż, że umiem się opanować i nie robię dużych zapasów. 😉 A jak jest u Was?

 

NATURALNY NAWILŻAJĄCY ŻEL POD PRYSZNIC – YOPE

Zacznijmy od marki Yope, która jest ulubieńcem dużej liczby osób. Sama też się do niej przekonałam, chociaż nie wszystkie składy mi się podobają 😉  żel pod prysznic, ma wzorowy skład i zapach kokosa z solą. Połączenie to wydaje się dość zaskakujące i nie wiedziałam, czego się spodziewać. Już po pierwszym użyciu nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że jest to zapach, który znam, ale nie wiedziałam skąd. Odpowiedź przyszła do mnie dopiero po dwóch tygodniach i okazało się, że pachnie… basenem 😊 ale nie chlorem, po prostu taki zapach unosi się na basenie. Podsumowując, bardzo fajny produkt, dobrze mył, nawet się pienił, jest wydajny, ma niebanalny zapach, z pewnością będę próbowała innych wersji zapachowych.

NATURALNE MYDŁO W PŁYNIE – YOPE

Kolejnym produktem tej samej firmy jest mydło w płynie o zapachu wanilii i cynamonu. Muszę przyznać, że ja po prostu go uwielbiam! Jest wręcz cudowny! Postanowiłam, go wykorzystać w okolicy Świąt Bożego Narodzenia, aby dodać nim trochę świątecznego nastroju w domu. Uważam, że od grudnia do marca to całkiem niezły wynik jeśli chodzi o wydajność, szczególnie że korzystałam z niego zarówno w łazience, jak i w kuchni. W obu tych miejscach sprawdzał się bez zarzutu! Myślę, że jeszcze będę próbować innych zapachów, chociaż najpewniej będę szukać na promocjach, bo te mydła bardzo tanie nie są.

ANTI-FRIZZ CONDITIONER – PETAL FRESH

Moja pierwsza odżywka z tej firmy, kupiłam ją na promocji 2+2 w Rossmannie. Skład ma bez zarzutu, do tego całkiem bogaty! Konsystencja jest dość gęsta, jednak tak w sam raz, przez co bardzo łatwo jest wydostać produkt z butelki. Zapach lawendy jest delikatny i miało wyczuwalny jak dla mnie, chociaż nie wiem, czy w tym temacie jestem w pełni wiarygodna, ponieważ w trakcie jej używania miałam dość silny katar 😉 jednak ta odżywka zdecydowanie mnie urzekła! Po tej użyciu miałam super włosy i super skręt (jeśli nie wiecie, to mam kręcone włosy). Tak naprawdę to chyba jedna z najlepszych odżywek emolientowo-humektantowych jakie miałam do tej pory, szczerze polecam!

PEELING DO SKÓRY GŁOWY – NATURA SIBERICA

Zużyć całe opakowanie, to było istne wyzwanie! Peeling, chociaż ja bym go bardziej nazwała szamponem z drobinkami peelingującymi, jest bardzo wydajny i pieni się jak szalony! Konsystencja jest lejąca, drobinek jest bardzo dużo, aż czasami miałam problem, żeby za jednym razem pozbyć się ich wszystkich! „Na szczęście” używam jeszcze kilku odżywek po myciu, więc nigdy nic mi na głowie nie zostało 😉 głównym detergentem w peelingu jest SCS, czyli dość mocny detergent. Z tego powodu nie polecam używać go co jakieś dwa tygodnie. Ja z jego działania byłam zadowolona, robił to co powinien, a włosy po jego zastosowaniu były przyjemnie odbite od nasady.

KREM POD OCZY EAGLE LOOK – NATURA SIBERICA

Kolejnym produktem od Natura Siberica jest krem pod oczy. Producent obiecuje efekt liftingu, ja jednak słysząc takie zapewnienia zawsze jestem bardzo ostrożna i patrzę na nie z przymrużeniem oka. Liftingu żadnego nie zauważyłam, jednak zdecydowane jest to bardzo nawilżający krem pod oczy. Jest bardzo gęsty oraz treściwy, dało się go nałożyć grubszą warstwą i nawet wtedy ładnie się wchłaniał. Bardzo lubiłam go używać szczególnie wieczorem. Jak możecie się zorientować po opakowaniu, jest to seria przeznaczona dla mężczyzn, jednak mnie po jego stosowaniu żadne wąsy nie wyrosły i Wam też nic się nie stanie 😉 ogólnie bardzo fajna seria, kosmetyk stosowałam na spółkę z mężem, bo ma on aż 30 ml, także starcza na długo 😊

KREM SOS – RESIBO

Czas na kolejny polski akcent w tym denku, a jest nim krem do zadań specjalnych od Resibo. Według mnie jest to produkt dla Was, jeśli macie suchą skórę, nie tylko na twarzy lub potrzebujecie ochrony przed mrozem i wiatrem. Krem ma delikatny zapach, właściwie praktycznie niewyczuwalny, jest dość gęsty, jednak nie tłusty, bardzo szybko się wchłania i pozostawia delikatną warstwę ochronną. Ja ten krem stosowałam na suche łokcie oraz pięty i do tego celu sprawdził mi się bardzo dobrze, lecz ze względu na cenę, trochę szkoda było mi go używać codziennie do stóp. Natomiast mój mąż ma miejscami bardzo wymagającą skórę, która jest ekstremalnie wysuszona, przy kilkukrotnej reaplikacji krem bardzo dobrze sobie z nimi radził. Myślę, że na zimę może do niego jeszcze wrócimy.

HIBISKUSOWY TONIK DO TWARZY – SYLVECO

Jeden z fajniejszych toników firmy Sylveco. Jest bardzo wydajny, jeżeli używacie do przemywania twarzy płatków kosmetycznych, to wystarczy dosłownie kilka kropel, aby przemyć całą twarz i szyję. Ten tonik zostawia przyjemne poczucie nawilżenia na twarzy, nie klei się i ma bardzo przyjemny zapach. Jego minusem jest jednak obecność substancji myjących w składzie, przez co nie powinien być zostawiany na skórze. Ja go zawsze zmywam i ponownie tonizuję skórę innym produktem. Z tego powodu najczęściej wykorzystywałam go do porannego oczyszczenia twarzy, albo jak dodatek do domowych maseczek w płacie.

PASTA DO ZĘBÓW – BIO2YOU

Szczerze mówiąc, to jestem tym produktem dość mocno rozczarowana. Producent zapewnia, że pasta powinna oczyszczać zęby dając jednocześnie efekt ich wybielenia. Oczywiście jakiś cudów w tym zakresie się nie spodziewałam, jednak po co obiecywać przysłowiowe gruszki na wierzbie? Oprócz braku obiecanego wybielenia, pasta daje minimalne odświeżenie i słabo się pieni. Jedynym jej plusem jest opakowanie oraz konsystencja pasty, dzięki którym zawartość tubki idealnie się wyciska i cały produkt da się wydobyć bez pomocy specjalnych wyciskaczy. Mimo wszystko zdecydowanie do niej już nie wrócę.

OLEJ ARGANOWY – NACOMI

Bardzo dobry nierafinowany olej, który kupiłam kiedyś przy okazji na promocji w Hebe. Olej fajnie się sprawdził zarówno do maseczek na twarz i ciało, jak i do olejowania włosów. Niestety stosowany solo na skórę mnie zapchał ☹ olej ma cudowne działanie i bardzo go lubię, jednak jego dużą wadą jest zapach, który kojarzy mi się z zepsutym nabiałem. Smrodek ten nasila się, gdy postanowicie połączyć olej arganowy z jogurtem naturalnym i położyć to wszystko na twarz w formie maseczki zaraz pod nos. Ciężko było wytrzymać, oj ciężko 😉

OLEJEK ETERYCZNY POMARAŃCZOWY – ETJA

Będzie krótko, ale treściwie. Bardzo mocno polecam Wam olejki eteryczne tej firmy! Są bezpieczne do stosowania bezpośrednio na skórę, ładnie pachną i mają buteleczkę z ciemnego szkła. Czego chcieć więcej od olejków eterycznych? Ja najszybciej zużywam właśnie pomarańczowy, ponieważ dodaje go czasem jako środek zapachowy do prania, albo do maseczek, czy domowych kosmetyków.

MASŁO DO CIAŁA – DOMOWE

Z tego masła jestem zadowolona jak jeszcze z żadnego kosmetyku, który sama zrobiłam! Śmiem nawet twierdzić, że było to najlepsze masło do ciała jakie stosowałam do tej pory! Tak, wiem! Skromność to moje drugie imię 😉 jednak wyszła mi taka cudna konsystencja i działanie, że po prostu inaczej nie mogę! Jednak żeby nie było tak pięknie, to zgubiłam karteczkę, na której zapisałam przepis! Pamiętam składniki, także będę je próbowała odtwarzać. Zobaczymy co mi z tego wyjdzie.

GLUKONOLAKTON – ECOSPA

Dodawałam go toników, maseczek, jednak jak widzicie pojemność i krótki termin ważności mnie pokonały i niestety muszę większą część tego produktu wyrzucić. Dopiero po fakcie zorientowałam się, że mogłam go wrzucić do kąpieli stóp, albo do wanny, ponieważ glukonolakton jest właśnie znany ze swoich nawilżających właściwości. Następnym razem tak zrobię. 😊

PODKŁAD MINERALNY – ANNABELLE MINERALS

Jak widzicie, jest to najmniejsze dostępne opakowanie podkładu mineralnego, ma pojemność 1 g. A jest ono jeszcze z czasu, gdy dobierałam sobie odpowiedni kolor produktu. Wbrew temu co może się Wam wdawać, przy podkładach mineralnych taka ilość powinna wystarczyć na minimum miesiąc! Produkty mineralne są niesamowicie wydajne. Ja przepadłam i mam już swoje pełnowymiarowe opakowania i szukam również wśród innych firm. Może znajdzie się ktoś lepszy od Annabelle?

PIANKA DEFINED CURLS – PANTENE PRO-V

Na początku muszę zaznaczyć, że ten produkt z naturalnością ma tyle wspólnego co piersi Pameli Anderson 😉 jednak znalezienie produktu naturalnego, który utrzyma w ryzach moje kręcone włosy jest bardzo ciężkie, w związku z tym muszę kombinować. Do czasu aż uda mi się znaleźć produkt, dzięki któremu nie będę wyglądała jak czarownica,  niestety będę korzystała z takich produktów. Sama pianka jest bardzo przyjemna, loki są zdefiniowane i nawet utrzymują się 3-4 dni.

BORN IN PARADISE – ESCADA

Uwielbiam prawie wszystkie perfumy tej firmy! Mają cudownie świeże i owocowe zapachy, bardzo mi pasują i jak tylko mogę, to staram się coś takiego mieć u siebie. Niestety ceny oryginalnych perfum są wysokie i często po prostu szkoda mi kasy na nie. Taką sumę wolę wydać na krem do twarzy, wyjście ze znajomymi, czy mężem. Na szczęście czasami zdarza mi się dostać takie perfumy w prezencie i tak było w tym wypadku. 😊 specjalnie nie opisuję Wam zapachu, bo oprócz tego co jest na samym początku zupełnie nie wiem, jak je jeszcze określić. Najlepiej wybrać się do drogerii i samemu sprawdzić 😉

 

Podliczając wszystkie produkty, wyszło na to, że zużyłam ich aż 15! Nie wiem skąd ich się tyle bierze.. pamiętajcie tylko, że to są kosmetyki, których wykorzystanie zajęło mi przynajmniej parę miesięcy! Także tak się w tym miesiącu po prostu złożyło, że wyszło ich aż tyle 😊

 

Jak Wam się podobają moje zużycia? Miałyście już coś?

Do zobaczenia następnym razem!

Aga

Ekocuda Wiosna 2019

Ekocuda Wiosna 2019

  Pewnie większość z Was słyszało o Ekocudach, ale jeśli nie jesteście pewne co to takiego to, są to targi, na których mogą zaprezentować się producenci naturalnych kosmetyków zarówno pielęgnacyjnych, jak i makijażowych, chociaż znalazło się też miejsce dla drogerii internetowych, firemek propagujących podejście zero […]

Denko październik

Denko październik

Początek mojego blogowania postanowiłam zacząć od końca. Od końca kosmetyków, które skończyłam w październiku. Zanim zaczęłam zbierać puste opakowania patrząc na zdjęcia zapełnione pustymi słoiczkami zastanawiałam się jak można zużyć aż tyle produktów w jednym miesiącu! I choć nadal wykorzystanie trzech żeli pod prysznic o […]

Zaczynamy!

Zaczynamy!

Mówi się, że zawsze musi być ten pierwszy raz, a dzisiaj właśnie taki dzień nastał i dla mnie. Jest to pierwszy wpis na moim blogu („mój blog” jak to dumnie brzmi.. 😉). Mam nadzieję, że spodoba Ci się świat pokazywany moim okiem. Na blogu planuję zająć się wszystkim co związane z szeroko pojętym zdrowym i naturalnym życiem, ale przede wszystkim z naturalnymi kosmetykami, świadomą pielęgnacją i dbaniem o włosy, szczególnie te kręcone, a to wszystko okraszone będzie lifestylem z nutką zdrowego odżywiania. Uważam, że wszyscy powinniśmy mieć podejście holistyczne nie tylko do zdrowia i leczenia, ale także do pielęgnacji, zdrowego odżywiania oraz aktywności fizycznej i to będę starała się tutaj pokazać.

Chyba powinnam powiedzieć Ci też parę słów o mnie. Mam na imię Agnieszka, choć zdecydowanie bardziej wolę jak mówi się do mnie Aga. Niestety bliżej mi już do trzydziestki, niż dwudziestki, co w tym roku przyjęłam z dużym ubolewaniem 😉 nie jestem absolwentką ani kosmetologii, ani chemii, skończyłam dwa zupełnie niezwiązane z tą tematyką kierunki. Natomiast naturalne kosmetyki i świadome życie jest moją pasją i nie uważam, żeby rzetelna wiedza zdobyta w ramach ich rozwijania była mniej warta, od tej zdobytej na studiach. Warto chyba jeszcze dodać, że mam męża i razem jesteśmy warszawskimi słoikami 😉

 

 

Nie myślcie sobie jednak, że ja taka naturalna w stu procentach jestem i byłam od zawsze, zdecydowanie daleko mi do chodzącej doskonałości i obwieszeniem się banerami eko, bio i niewiadomo co jeszcze. Przejście na naturalną stronę mocy nie przyszło mi łatwo. Wiadomo w niektórych aspektach było to przyjemniejsze, w innych trudniejsze, a w jeszcze innych nadal się uczę.  Nie zrozumcie mnie źle, zawsze mnie ciągnęło do  większej naturalności i zdrowego życia, a to nie jadłam mięsa przez ponad rok, nigdy nie używałam tony kolorowych kosmetyków, miałam zrywy czystego jedzenia, grałam w piłkę nożną w jednym z klubów. Jednak największą motywacją do zmiany była diagnoza – niedoczynność tarczycy i Hashimoto. Oczywiście zaraz po wyjściu z gabinetu przeczesałam cały internet, bo od lekarza usłyszałam, że to nic takiego, dużo ludzi obecnie na to choruje, po prostu trzeba brać tabletki i będzie dobrze, hormony się unormują i jeszcze schudnę, a dieta nie ma żadnego znaczenia w mojej przypadłości. W domu, po przeczytaniu mnóstwa artykułów naukowych i mniej naukowych, czy blogów, dowiedziałam się rzeczy kompletnie odmiennych. Okazało się, że są ludzie, którzy dzięki diecie zmniejszyli dawkę, bądź całkowicie przestali brać dotychczasowe leki. Postanowiłam wtedy, że spróbuję i ja. Jednak po początkowym zapale, przyszedł kryzys, a razem z nim chochlik, który mówił cały czas, że nie potrzebnie się tak męczyć, po co wszystkiego sobie odmawiać, przecież zjedzenie pizzy i tabliczki czekolady w ciągu dnia nie takie złe, przecież miałaś ciężki dzień, w pracy cię wkurzyli, a babka w autobusie krzywo się spojrzała, przecież jakoś się trzeba uspokoić i poczuć lepiej.  I stało się. Z każdym dniem starałam się coraz mniej, aż pewnego dnia zupełnie przestałam. Pobudka przyszła prawie rok później, kiedy to zmieniłam całkowicie swoje podejście. Dokonywane zmiany nie były już wyrzeczeniami, starałam się wprowadzać je powoli i stopniowo. Tym razem nie byłam tak drastyczna. Tu nie chodzi o to, abyście wszystkie „złe” kosmetyki i jedzenie wyrzucili od razu, ja pewne produkty, szczególnie kosmetyki, mam do tej pory i jeszcze je wykorzystuje od czasu do czasu. Trzeba wszystko wymieniać powoli, wtedy zmiana jest łagodniejsza i łatwiejsza do przełknięcia. Ja mam to szczęście, że mój mąż wspiera w wcielaniu w życie moich często szalonych pomysłów i nie krzywi się na myśl o produktach pełnoziarnistych, mlekach roślinnych i naturalnych kosmetykach. Oczywiście je również pizzę, burgery i słodycze, ale zazwyczaj nie robi tego przy mnie, chyba że wychodzimy gdzieś razem 😉 Mam zamiar pokazać Ci tutaj jak przebiegała i przebiega dalej moja zmiana. Liczę na to, że będzie to dla Ciebie przydatne i będziesz do mnie często zaglądać!

Do zobaczenia następnym razem!

Aga