Naturalnie nieidealna

Naturalnie nieidealna

naturalne kosmetyki - świadoma pielęgnacja - zdrowe życie

Najnowsze wpisy

Denko czerwiec

Denko czerwiec

Mamy początek, więc przyszedł już najwyższy czas, żeby pokazać Wam kosmetyki, które udało mi się zużyć w.. CZERWCU! Na szczęście jestem już coraz bliżej wyrównania mojego poślizgu i mam nadzieję, że jak najszybciej uda mi się opisać moje zużycia zarówno z lipca, jak i z […]

Poranna rutyna pielęgnacyjna

Poranna rutyna pielęgnacyjna

Dawno nie pokazywałam Wam moich rutyn pielęgnacyjnych nawet na Instagramie, dlatego postanowiłam to zmienić, szczególnie że mam kilka perełek, które powinny być przydatne również dla wielu z Was. Moja poranna rutyna, bo taką Wam dzisiaj pokażę, nie jest bardzo rozbudowana, ani szczególnie skomplikowana, także po […]

Denko maj

Denko maj

Nadrabiania zaległości ciąg dalszy, także tym razem przychodzę do Was z moimi zużyciami z maja. Ponownie trochę się tego zebrało, także bez zbędnego przedłużania zapraszam do lektury 😊

Szampon do włosów – Biolaven

Bardzo lubię kosmetyki z Biolavenu, uważam, że mają cudowny zapach, chociaż wiem, że nie wszystkim on pasuje, jednak dla mnie lawenda połączona z winogronami jest spełnieniem marzeń 😀 Co do samego szamponu, jest bardzo łagodny, dobrze mył skórę głowy, a piany, którą robił nie powstydziłby się nawet żaden drogeryjny szampon z SLS. Polubiliśmy się z tym produktem, chociaż miałam wrażenie, że gdyby nie odżywki, które i tak muszę stosować przy moich kręconych włosach, to włosy po nim byłyby trochę tępe i plączące się. Jednak u mnie nic takiego się nie działo. Fajny produkt, po prostu 😊

Łagodzący peeling do skóry głowy – Vianek

O konieczności stosowania peelingu skalpu mówi się coraz częściej i bardzo dobrze! Jeśli jeszcze tego nie robicie, to koniecznie musicie wypróbować 😊 peeling ma trochę konsystencję miękkiego masła, w którym zatopione są drobinki cukru. Delikatnie złuszcza martwy naskórek, łatwo się wypłukuje, a drobinki cukru podczas masażu roztapiają się. Lubiłam ten produkt, chociaż nie do końca pasuje mi ten sposób aplikacji, ale przy takiej konsystencji ciężko było wymyślić coś innego 😉 mam nadzieję, że coraz więcej firm zacznie produkować peelingi do skalpu z ładnymi składami! A ten polecam w szczególności osobom, które dopiero zaczynają z peelingowaniem skóry głowy.

Maska Smooting Treat z awokado – Garnier

Maskę tę kupiłam podczas wakacji za granicą jako ciekawostkę, ponieważ u nas takiej wersji jeszcze nie ma, ale kto wie, może w najbliższym czasie się pojawi.. Kupiłam wersję mini, jest tu zaledwie 100 ml, jednak starczyła mi na kilka użyć i jak na razie to chyba jest moja ulubiona wersja odżywek z serii Hair Food! Jeśli podczas wakacji będziecie ją gdzieś widziały, koniecznie próbujcie. Ja trochę żałuję, że wzięłam takie małe opakowanie. Skład oczywiście jest bez zarzutu 😊

Lipowy płyn micelarny – Sylveco

Jeden z moich ulubionych płynów micelarnych! Domywa dosłownie wszystko, chociaż nie wykonuję nigdy jakiegoś bardzo mocnego makijażu, ale radzi sobie bardzo dobrze. Oczy nie szczypią, jest całkiem wydajny, a zapach jest bardzo delikatny. Obecnie stosuję oleje do demakijażu, więc płyny micelarne poszły trochę w odstawkę, chociaż lubię mieć jakiś płyn micelarny w domowej kosmetyczne, tak żeby domyć jakieś oporne resztki makijażu, eyeliner lub tusz jak mi się ręka ruszy nie tam gdzie trzeba 😊

Wolf Power – Natura Siberica

Krem do twarzy dla mężczyzn, chociaż kobietom wąsy i broda też od niego nie wyrosną.. Całkiem sympatyczny, gęsty krem do twarzy. Mój B. przygodę z systematyczną pielęgnacją twarzy zaczął właśnie od tej serii. Początkowo się śmiał z Siły Wilka, czy Orlego Spojrzenia, ale nie zmieniło to faktu, że dużo chętniej dzięki temu się smarował. Także jeśli chcecie zachęcić Wasze połówki do naturalnej pielęgnacji polecam zacząć właśnie od tej serii, dodatkowo ceny są typowo drogeryjne, także zmiany panowie nie powinni odczuć żadnej.

Nawilżająca pianka do cery suchej – Eo Laboratorie

Ta pianka to prawdziwy sztos! Mój hit nad hity!! Totalne cudo! Jest bardzo delikatna, ale bardzo ładnie oczyszcza. Piana, która się tworzy jest jak bita śmietana, nie pęka szybko, nawet przy użyciu szczoteczki sonicznej. Zdecydowanie będę wracać do niej, chociaż na razie postanowiłam zamówić inne wersje z tej firmy i je sobie porównać. Nawet mój mąż ją polubił do tego stopnia, że po jej wykończeniu kupiłam żel do twarzy był bardzo rozczarowany i stwierdził „To już nie ma pianki? Może jakąś kupimy?”. Niech to będzie najlepsze polecenie 😉

Skin Food – Weleda

Ten krem kupiłam głównie z myślą o moim mężu i jego suchej skórze. Chociaż mi też zdarzyło się go użyć jako kremu-maski na noc, czy posmarować nim sobie stopy i łokcie. W obu przypadkach rezultaty były bardzo fajne, chociaż od codziennego stosowania tego kremu odstrasza mnie trochę jego gęsta konsystencja, która raczej bardziej przypomina tłustą i tępą maść apteczną, a nie krem. Dodatkowo dochodzi do tego jeszcze dość specyficzny ziołowo-cytrusowy zapach, mnie on ani jakoś bardzo nie przeszkadzał, taki jest jeszcze do zniesienia. Przed tym kremem mieliśmy Krem SOS od Resibo, jednak B. stwierdził, że Weleda jest lepsza, bo lepiej nawilża i na dłużej, ale ma gorszą konsystencję.

Bath&Masage Oil – Organique

Olejek dostałam w prezencie i jakoś opornie szło mi jego zużywanie, ponieważ na samym początku ciężko mi się było przemóc, aby wlać go do wanny, było mi go po prostu i zwyczajnie szkoda! W związku z tym 1/3 została zużyta jako olejek do masażu i tutaj sprawdził się bardzo fajnie, dawał dobry poślizg, nie wchłaniał się zbyt szybko, dzięki czemu można było wykonać dłuższy masaż. Później, jako że termin ważności już gonił, zaczęłam dodawać go w małych ilościach do kąpieli. Tutaj też się dobrze sprawił, jednak wychodząc z wanny trzeba było uważać na jej śliskie dno. Ja już tego produkt więcej nie kupię, ale to głownie dlatego że po prostu nie mam zapotrzebowania na olejki do masażu, a poza tym bardzo łatwo taki kosmetyk zrobić sobie samemu.

Rewitalizujący peeling do ciała – Naturativ

Cudów się nie spodziewałam od tego peelingu, a okazało się, że został jednym z moich ulubionych! Ma bardzo ładny cytrusowy zapach i bardzo gęstą konsystencję przypominającą bardziej krem niż peeling. Mnie bardzo odpowiada jego formuła, ponieważ zostawia on na ciele tłustą powłoczkę i warstewkę, dzięki czemu nie trzeba używać już balsamu, a rano jeszcze czuć to nawilżenie. Myślę, że jest to uczucie, które wolę bardziej zimą niż latem, także bardzo prawdopodobne, że na chłodny czas ponownie się w niego zaopatrzę.

Krem na dzień/noc z opuncją figową – Bielenda Botanic Spa Rituals

Mój kolejny ulubieniec się skończył niestety w tym miesiącu! Ten krem stosowałam tylko w nocy, na dzień był dla mnie za treściwy, ale jeśli macie suchą skórę, polecam go wypróbować. Kremik cudownie nawilża, skóra po nim jest nawilżona, mięciutka i dopieszczona. Kosmetyk ma też dość gęstą, lecz kremową konsystencję, przez co bardzo dobrze się go rozprowadza na twarzy, a jednocześnie wszystko szybciutko się wchłania. Do tego ma bardzo przyjemny zapach i daje poczucie nawilżenia. Myślałam, że ciężko będzie przebić krem na noc od Organic Surge, a tu Bielendzie się udało to bez problemu i to jeszcze w dobrej cenie 😊

Miejski krem ochronny – Resibo

Krem kupiłam typowo z przeznaczeniem na zimę, aby chronić się przed wszechobecnym smogiem panującym w mieście. Jednak tę właściwość dość ciężko jest zmierzyć, wydaję mi się jednak, że rzeczywiście może stwarzać jakąś barierę, chociażby fizyczną. Jeśli chodzi o jego właściwości to u mnie i u mojego B. krem się sprawdził świetnie! Szybciutko się wchłaniał, nie zostawiał tłustej, ani klejącej warstwy na twarzy. Buzia się po nim nie świeciła, ani nie pojawiły się dodatkowe niedoskonałości. Super sprawdził się również pod codzienny makijaż dogadując się również z minerałami, daje lekko satynowe wykończenie. Ogólnie dobry krem, chociaż nie jest tak, że już nie wyobrażam sobie bez niego mojej pielęgnacji, a moja skóra wręcz o niego błaga 😉 w sam raz na raz..

Miętowa pasta do zębów – Alterra

Bardzo fajny produkt do higieny jamy ustnej. Zęby są czyste, oddech nawet odświeżony, chociaż nie spodziewajcie się mroźniej świeżości 😉 Ta pasta to dla mnie pod względem konsystencji bardziej krem, który w ogóle się nie pieni, jednak robi swoją robotę, do tego jest tania oraz łatwo dostępna. Smak wcale nie jest jakiś zły, ale też nie wspaniały, taki ziołowy bardziej. Smak jednak znika już po kilku minutach po umyciu zębów. Muszę przyznać, że jednak będę dalej szukała mojego ideału, bo czegoś mi w niej brakowało, jednak nie jestem w stanie powiedzieć czego. Pewnie jeszcze nie raz do niej wrócę, ale to z powodu na jej super dostępność i cenę.

Wygładzające serum Figa – Mokosh

Jakoś nie mam zbytniego szczęścia do serum z Mokosha. Liposomowe mnie uczuliło, a to w sumie nie zdziałało zbyt wiele niestety. Nie zauważyłam zbytniej poprawy, skóra jaka była, taka pozostała. Serum miało olejową konsystencję i ładny zapach, ale niestety to wszystko. W sumie dobrze, że nie pogorszyła stanu cery. 😉  Nie zrażam się jednak i będę próbować z innymi wersjami.

Brzozowa pomadka ochronna – Sylveco

Pomadki ochronne to u mnie w domu totalny standard. Każdy ma swoją, plus zwykle jest jeszcze jedna domowa, tak żeby nie trzeba było nic wyciągać z torebek, czy plecaków. Tej wersji akurat najczęściej używa mój mąż, który zmaga się z opryszczką. Jednak odkąd zaczął stosować tę pomadkę, opryszczka mu się już nie pojawiła. Kiedyś myśląc, że nawet jak przestanie jej używać efekt się nadal utrzyma, zrobił sobie przerwę i od razu zaczęła mu wychodzić opryszczka. Także jeśli macie ten problem koniecznie wypróbujcie! Dodatkowo daje efekt nawilżenia ust, chroni je przed wiatrem i mrozem, nie dając przy tym zbyt mocnego połysku, co w przypadku mężczyzn może być dużym plusem.

Błękitna glinka wałdajska ze srebrem – Fitocosmetik

Dla mnie ta glinka to zupełna porażka! Bardziej przypomina mi drobno zmielony piasek niż glinkę. Gdyby na opakowaniu nie było napisane, że to glinka błękitna, to byłaby święcie przekonana, że jest on czarna! Działanie miała bardzo słabe, także temu produktowi mówię zdecydowane NIE!

Olej z zielonej herbaty – EcoSpa

Ten olej dostałam kiedyś jako gratis do mojego zamówienia. Wykorzystałam go do zrobienia swojego domowego serum olejowego i dodawałam do maseczek. Nie zrobił na mnie jakiegoś specjalnego wrażenia, także raczej już więcej go nie zamówię.

Eukaliptusowy olejek eteryczny – Etja

Uwielbiam olejki eteryczne tej firmy, mają bardzo intensywne zapachy, które dość długo się utrzymują. Całkowicie im ufam, również w ich jakość. Praktycznie wszystkie olejki eteryczne jakie mam, są właśnie z Etja. Natomiast eukaliptusowy olejek eteryczny w całości został zużyty do inhalacji w okresie chorobowym.

Olej  z czarnuszki – Olejowe Smaki

Olejowe Smaki poznałam na Ekocudach, gdzie kupiłam właśnie ten olej z czarnuszki oraz olej lniany. Wszystko tak jak powinno być, czyli z lodóweczki pod ladą. Dodatkowo wszystkich olejów można było spróbować, a do tego pani sprzedała nam patent na jedzenie tego oleju! Najlepiej wafel posmarować miodem i na to dać olej. Prawdziwy game changer 😀 ale z kosmetycznych zastosowań to super nadaje się do olejowania problematycznej skóry głowy, a nawet do olejowania moich loczków. Świetnie się sprawdził, na pewno jeszcze z Olejowych Smaków będę coś kupować!

Olej neem – Calaya

Kolejny olej funkcyjny, który wykorzystałam głównie do olejowania skóry głowy mojego męża, ponieważ cały czas walczymy z jego ŁZS. Olej zdecydowanie pomagał, chociaż jego największą wadą jest jego zapach, który było czuć nawet po zemulgowaniu go odżywką i umyciu głowy szamponem. Musicie rozważyć, czy jego zalety przeważają nad delikatnym smrodkiem 😉 w maseczkach na twarz się sprawdzał i mam wrażenie, że trochę wyciszał zmiany na twarzy.

Olej z alg laminaria – EcoSpa

Kocham oleje z alg! A właściwie jest to połączenie ekstraktu olejowego z alg z olejem z pestek winogron 😉 cudownie nawilża, napina, ujędrnia, działa antycellulitowo w tym zakresie dużego szału nie ma, chociaż zdecydowanie zauważyłam poprawę. Używałam go solo, zrobiłam też domowy olejek oraz masło. I tę ostatnią formę lubię najbardziej.

Jak Wam się podobają moje zużycia?

Do zobaczenia następnym razem!

Aga

Miesiąc bez zakupów kosmetycznych

Miesiąc bez zakupów kosmetycznych

Zawsze mi się wydawało, że jestem świadomym konsumentem, że kupuję tylko wtedy, kiedy potrzebuję, a promocje nie robią na mnie większego wrażenia, chyba że w ofercie jest coś czego rzeczywiście potrzebuję. Jednak są u mnie dwie kategorie kosmetyków, nad którymi poczułam, że delikatnie zaczynam tracić […]

Denko kwiecień

Denko kwiecień

Denko kwiecień Przez zawirowania rodzinne i zdrowotne trochę bloga znowu zaniedbałam, ale niestety tak to czasem w życiu bywa. Teraz obiecuję poprawę i regularność we wpisach, możecie mnie z tego rozliczać 😊 Także zaczynam nadrabiać zaległości i rozpocznę denkiem! Co miesiąc zadziwia mnie ilość zużytych […]

Liposomowe Serum pod Oczy Ogórek – Mokosh

Liposomowe Serum pod Oczy Ogórek – Mokosh

Jakiś czas temu zauważyłam, że zaczęły pojawiać mi się pierwsze zmarszczki zarówno pod oczami, jak i na twarzy. Szczególnie zauważalne były te na czole, jednak totalnym szokiem była tzw. lwia zmarszczka i kurze łapki. Pierwszą moją reakcją było „Ale jak to? Ja?! Zmarszczki? JUŻ??!! Ale jak to możliwe??!!”. Po czasie zwątpienia, przyszedł czas samoświadomości i musiałam przyjąć na klatę, że do trzydziestki jest mi już bliżej niż dalej 😉 więc o twarz i ciało należy zacząć bardziej, a przede wszystkim regularnie, dbać. W związku z tym zainwestowałam w masażer do twarzy i zaczęłam regularne jej rolowanie. Wtedy również zauważyłam, że w jednym z pudełek subskrypcyjnych można dostać Liposomowe Serum pod Oczy marki Mokosh z kilkoma innymi produktami w zestawie, w cenie 70 złotych. Natomiast Mokosh swój produkt wycenia na niebagatelną sumę 129 zł! Wiem, że w cenie regularnej po prostu bym się na niego nie zdecydowała, więc postanowiłam wykorzystać tę okazję, do zakupu produktu premium.

DZIAŁANIE

Co obiecuje nam producent?

Serum stworzone z niskocząsteczkowego kwasu hialuronowego, ceramidów i skwalanu zamkniętych w strukturach liposomów podobnych do budowy membran komórkowych umożliwia skuteczną penetrację  delikatnej skóry wokół oczu. Liposomy w skórze ulegają rozpadowi i stopniowo uwalniają kwas hialuronowy, który pęcznieje i wypycha zmarszczki skóry. Ceramidy i skwalan skutecznie uzupełniają niedobory lipidów w warstwie rogowej naskórka. Naturalne oleje roślinne: arganowy, jojoba, z krokosza silnie nawilżają i regenerują skórę. Olej z pestek ogórka ma działanie przeciwzapalne i wygładzające, a macerat z opuncji figowej rewitalizuje skórę, łagodzi podrażnienia i poprawia strukturę płaszcza hydrolipidowego. Serum charakteryzuje się świeżym zapachem ogórka.

 

MOJE ODCZUCIA

Moje doświadczenia z tym produktem niestety nie pokrywają się z obietnicami wytwórcy. Trzeba jednak przyznać, że zapach tego serum należy do bardzo przyjemnych, zdecydowanie wyczuwalna jest ogórkowa nuta, lecz ta taka bardziej kosmetyczna. Na samym początku muszę zaznaczyć, że nie do końca wiedziałam jak należy stosować ten produkt, by osiągnąć najlepsze rezultaty, bo Mokosh też tego dokładnie nie określa ani na opakowaniu, ani na ich stronie internetowej.. czyżby sami nie byli pewni? 😉 Nie wiedziałam więc, czy serum powinno być zmieszane z dotychczas używanym kremem pod oczy, stosowane na niego, czy może powinno występować zupełnie solo. A może wyłącznie na noc, bo rano i wieczorem to już zbyt wiele? Dochodziłam do tego metodą prób i błędów, chociaż tych drugich było akurat więcej. Początkowo serum stosowałam dwa razy dziennie, ale u mnie zdecydowanie negatywnie wpływało ono na trwałość makijażu oka. Wtedy też zdecydowałam się rankami zostać przy dotychczasowym kremie pod oczy, a serum stosować tylko na noc. Takie rozwiązanie okazało się najlepsze, do mniej więcej połowy opakowania, kiedy to dostałam uczulenia na któryś ze składników.. do tej pory nie wiem co zadziałało na mnie w drażniący sposób, ale po użyciu zaczęła mi puchnąć górna powieka, rzadziej dolna. Oko było całe zaczerwienione, a krem pod oczy, który dotychczas sprawdzał się całkiem nieźle stosowany tylko rano, powodował pieczenie delikatnej skóry.. Próbowałam stosować mniejszą ilość serum, aplikować je niżej, żeby nie migrowało, czy wyłącznie na dolną powiekę, jednak nic nie pomagało. W związku z tym przestałam go używać, trochę z żalem, bo ciągle liczyłam, że z moją skórą wydarzy się coś wspaniałego, a niestety niczego takiego się nie doczekałam. Jako że nie lubię marnować produktów, to resztę tego co zostało zużyłam jako serum do twarzy, a przy okazji jeszcze namówiłam mojego męża do codziennego stosowania tego specyfiku zarówno pod oczy, jak i na twarz. U niego żadna reakcja alergiczna nie miała miejsca. Natomiast do twarzy serum ogórkowe sprawdziło się całkiem nieźle, nawet lepiej niż pod oczami. Skóra była delikatnie napięta, jednak nie wystarczyło to, aby przekonać mnie nawet do powstania jednej myśli o jego ponownym stosowaniu, szczególnie za tę cenę. Chociaż trzeba oddać mu sprawiedliwość i powiedzieć, że serum jest wręcz diabelnie wydajne i wystarczy już tylko jedna kropelka, aby dokładnie rozprowadzić produkt pod oczami.

PODSUMOWUJĄC

U mnie ten produkt nie sprawdził się zupełnie, jestem przekonana, że już do niego nie wrócę, szczególnie że 130 złotych za 12 ml produktu, to cena dość wygórowana 😉 a żadnych spektakularnych efektów nie zaobserwowałam ani ja, ani mój mąż, ale może do tego moja skóra wokół oczu jest w zbyt dobrym stanie? Tak chcę sobie wmawiać 😉 serum zafundowało mi jedynie reakcję alergiczną. Pamiętajcie jednak, że każdy z nas jest inny i to co u mnie się nie sprawdziło, u Was może okazać się hitem wszech czasów 😉

Do zobaczenia następnym razem!

Aga

Denko marzec

Denko marzec

Z miesiąca na miesiąc zaczyna mnie coraz bardziej zadziwiać ilość kosmetyków, które zużywam. Kiedyś, gdy jeszcze nie zbierałam pustych opakowań, wydawało mi się, że może być ich maksymalnie 5! Cóż.. troszkę się pomyliłam 😉 Zupełnie nie wiem jak to się dzieje! Dobrze chociaż, że umiem […]

Ekocuda Wiosna 2019

Ekocuda Wiosna 2019

  Pewnie większość z Was słyszało o Ekocudach, ale jeśli nie jesteście pewne co to takiego to, są to targi, na których mogą zaprezentować się producenci naturalnych kosmetyków zarówno pielęgnacyjnych, jak i makijażowych, chociaż znalazło się też miejsce dla drogerii internetowych, firemek propagujących podejście zero […]

Denko październik

Denko październik

Początek mojego blogowania postanowiłam zacząć od końca. Od końca kosmetyków, które skończyłam w październiku. Zanim zaczęłam zbierać puste opakowania patrząc na zdjęcia zapełnione pustymi słoiczkami zastanawiałam się jak można zużyć aż tyle produktów w jednym miesiącu! I choć nadal wykorzystanie trzech żeli pod prysznic o pojemności pół litra w trzydzieści dni wydaje mi się niemożliwe, no chyba że mieszkasz z czterema innymi osobami albo myje nim też wszystko inne, to posypuję głowę popiołem, bo u mnie wcale nie jest lepiej! Przygotowując ten wpis wyciągnęłam wszystkie zużyte opakowania i zdziwiłam się, że jest ich aż tak dużo! Gdybym normalnie wyrzucała je do kosza, to nawet bym się nie zorientowała ile tego było. Oczywiście w zdecydowanej większości   są to produkty, których wykorzystanie zajęło mi więcej niż jeden miesiąc i wiele z nich było w użyciu zdecydowanie dłużej! Muszę jeszcze dodać, że część kosmetyków zużywa ze mną mąż. Ale teraz przejdźmy już do rzeczy! Albo raczej do denka 😊

Pierwszym wykończonym przez mnie produktem jest żel myjący do twarzy od Biolaven. Z tym produktem zadziała się dziwna sprawa, jakieś parę lat temu już go miałam w swoich zapasach i wtedy był to przezroczysty żel, natomiast teraz miał biały kolor, gdy spytałam się Was o to na Instagramie okazało się, że praktycznie każda z nas ma produkt o innej konsystencji lub kolorze. Najważniejsze jednak, że jest do produkt delikatny, dobrze myjący, ma bardzo przyjemny zapach, który nie wszystkim może przypaść do gustu, jak dla mnie jest to takie połączenie winogrona z lawendą. Żel słabo się pieni, jednak konjac bardzo dobrze robił z niego pianę. Myślę, że jest to produkt, do którego jeszcze kiedyś wrócę, szczególnie że jestem ciekawa na jaki kolor i konsystencję trafię tym razem. 😉

Kolejnym produktem jest intensywnie odżywczy krem na noc od Vianka. Całkiem się polubiłam z tym kremem, chociaż na cieplejsze miesiące był dla mnie trochę zbyt odżywczy i pozostawiał taką charakterystyczną warstewkę na skórze. Zapach jest przyjemny, trochę kwiatowy, chociaż nie potrafię w stu procentach określić z czym mi się kojarzy. Jego konsystencja jest dość gęsta, jednak w cieplejsze dni stawała się na tyle lejąca, że ściekała mi z palca. Myślę, że teraz sprawdziłby się wręcz idealnie. Wiem, że wiele osób Vianek zapycha, jednak u mnie nic takiego się nie dzieje. Na plus jest jego dostępność, przystępna cena oraz opakowanie, buteleczka typu airless jest bardziej higieniczna, bakterie nie dostają się do środka produktu, dzięki czemu producenci mogą dodawać mniej konserwantów.

Kolejnym produktem jest krem nawilżający Bear Power od Natura Siberika. Jest to krem przeznaczony dla mężczyzn, chociaż stosowałam go przez jakiś czas, a ani broda, ani wąsy mi nie wyrosły 😉 jest dość gęsty i bardzo odżywczy, dlatego stosowałam go tylko na noc, a i tak czułam, że to zbyt wiele. Jednak mój mąż używa go zarówno rano, jak i wieczorem i jest bardzo zadowolony. Aż tak go polubił, że właśnie rozpoczął jego kolejne opakowanie, jednak ja rozglądam się za jakimś innym produktem dla mężczyzn, bo dobrze gdy skórze dostarczamy różnych składników odżywczych. Jednak jeśli Wasi mężczyźni mają problem z przestawieniem się na naturalne kosmetyki, to ja bardzo polecam tę serię, nie poczują różnicy! Stacjonarnie na pewno jest w Rossmannie, ceny nie są bardzo odstraszające.

Specjalistyczny wyszczuplający balsam od Resibo był hitem ostatnich dwóch miesięcy i mega ulubieńcem. Do jego zakupu przymierzałam się już od dłuższego czasu, jednak wydanie 90 złotych na balsam do ciała wydawało mi się kwotą dość szaloną! Kiedy okazało się, że jest jakaś promocja dzięki której mogłam zaoszczędzić jakieś 35 złotych, postanowiłam skorzystać i…. I teraz żałuję, bo przepadałam całkowicie i jestem jeszcze bardzo ciekawa innych kosmetyków od Resibo, więc mój portfel zdecydowanie na tym ucierpi. Ich balsam w połączeniu ze szczotkowaniem na sucho i dietą, sprawił, że moja skóra nigdy nie była bardziej miękka i nawilżona, cellulit zdecydowanie się zmniejszył. Co do działania wyszczuplającego to nie mogę się wypowiedzieć, ponieważ zaatakowałam moje ciało z wielu stron i centymetry poleciały, balsam chyba pomógł, jednak nie był głównym czynnikiem. Z całą pewnością nie było to moje ostatnie opakowanie! Nawet jego specyficzny zapach mi nie przeszkadza! 😉 A produkty Resibo bardzo często są na promocjach.

Natomiast maska z węglem od InstaNatural to zupełnie inna bajka. Produkt ten zupełnie nie przypadł mi do gustu. Maska miała oczyszczać, a zamiast tego bardziej nawilżała cerę. Natomiast dodatek węgla sprawił, że była ona czarna i oczywiście podczas zmywania brudziła cały zlew i wszystko dookoła. Jestem w stanie przeboleć brudzenie, jeśli produkt działa, w innym przypadku zupełnie nie widzę sensu. Jednak niekwestionowanym plusem tej maski była jej wydajność, nie mogłam jej skończyć, a uwierzcie, że bardzo już chciałam! Jednak wydajność to nie wszystko i stawiam przede wszystkim na działanie. W związku z tym jest to produkt, którego nie chcę już u siebie widzieć. Może u kogoś z mniejszymi problemami z cerą lepiej się sprawdzi, jednak u mnie to kompletna porażka.

 

Kolejnym produktem, który zdążyłam wykorzystać jest krem do depilacji od Isany. Bardzo się z nim polubiłam, nie śmierdzi jak inne produkty tego typu, jest skuteczny, chociaż trzeba nałożyć na skórę dość hojną warstwę kremu, aby usunąć dokładnie wszystkie włoski. Kosztuje około 6 lub 7 złotych, ale w Rossmannie często są promocje i można go kupić już za 5 złotych. Zwykle w miesiącu zużywam dwie lub trzy tubki. Zdecydowanie jest to produkt, do którego będę wracać, chyba że uda mi się znaleźć jakiś inny krem do depilacji z fajnym składem. Jak znacie jakiś dobry produkt tego typu to dawajcie znać!

O tym że warto się peelingować chyba wie każda z nas, jednak mi często brakowało regularności, szczególnie w sezonie jesienno-zimowym, bo nie lubię marznąć w łazience. Jednak wszystko zmieniło się, od kiedy zaczęłam używać peelingów z dobrym składem, z dodatkiem olejów lub maseł, bo dzięki temu nie muszę nakładać balsamów, a skóra jest przyjemnie nawilżona. Co do algowego peelingu od Fresh&Natural to dokładnie spełniał to zadanie. Jego konsystencja jest dość lejąca, gdy produkt stoi jakiś czas olej może oddzielić od drobinek cukru, ale to normalny proces, wystarczy wtedy zamieszać i wszystko jest ok. Jest to dość śmierdzący produkt, jak na algi przystało 😉 jednak nie skradł mojego serca całkowicie, może dlatego że słyszałam o nim bardzo dobre opinie i moje wymagania były zbyt wygórowane 😊 chociaż bardzo chętnie sięgnę po inne peelingi od tej marki i inne ich produkty, bo jakościowo jest to super kosmetyk!

Ostatnim kosmetykiem jest oczyszczające serum do skóry głowy od Bionigree. Produkt ten zakupiłam z myślą o moim mężu, którego skalp jest dość problematyczny. Dermatolodzy rozkładają ręce i nie zgadzają się co do diagnozy, w związku z tym ja mam pole do popisu i mogę na nim poeksperymentować troszkę  z różnymi produktami i naturalnymi mieszankami 😊  Serum sprawdziło się na tyle, że mamy już w użyciu kolejną buteleczkę, chociaż 50 ml kosztuje aż 60 złotych. Jednak może trochę napiszę o działaniu! Serum działa trochę na zasadzie peelingu enzymatycznego, nie zawiera żadnych drobinek, a aplikuje je się za pomocą wygodnej pipety. Uważam, że jest to idealny produkt dla osób, które mechanicznym peelingiem uszkadzają sobie włosy, bądź mają jakieś problemy ze skalpem, jak np. ŁZS, czy łupież, ponieważ naskórek nie jest inwazyjnie zdzierany, tylko delikatnie rozpuszczany.

Maska od Duetus to jest totalny SZTOS!! Moja cera w ostatnich tygodniach oszalała i dzieją się z nią takie rzeczy, które nie miały miejsca nawet wtedy, gdy byłam nastolatką. Ewidentnie to co się pojawiło na mojej twarzy miało podłoże hormonalne i trochę przypominało lekki trądzik różowaty. Próbując uspokoić cerę zrobiłam sama dużo różnych mieszanek na bazie glinek, błota i innych surowców, lecz nic nie działało, dlatego moje oczekiwania wobec tego produktu były dość niskie. Jakie było moje zdziwienie, gdy już po jej zmyciu zauważyłam dużą poprawę!! Zaczerwienienie, jak i zmiany zdecydowanie się zmniejszyło, do tego stopnia, że mój mąż myślał, że się pomalowałam. Sama maseczka kosztuje około sześciu złotych i wystarczyła mi na dwa użycia. Zdecydowanie polecam! I jest to mój nowy ulubieniec i must have w mojej domowej kosmetyczce!!

Z oleju migdałowego byłam bardzo zadowolona, gdy korzystałam z niego do olejowania włosów, niestety na twarzy strasznie mnie zapchał. Dało się nim również zmyć makijaż, chociaż nie do końca radził sobie z tuszem, czy eyelinerem. Olej posiada certyfikat ECO CERT co jest jego dużą zaletą, jednak nie przekonał mnie na tyle, żebym sięgała tylko po olej migdałowy tej marki. Podsumowując, dobry produkt, chociaż mnie nie porwał i niczego nie urwał.

Masło shea kupiłam z myślą o domowych kremach i balsamach. Planowałam zrobić jeszcze balsam oczyszczający do twarzy, jednak rozsądek wygrał i muszę najpierw skończyć płyn micelarny, jednak postaram się go zrobić jak najszybciej, bo jestem niezmiernie ciekawa jego działania i konsystencji. Samo masełko jest bardzo przyjemne, ma zbitą konsystencję i charakterystyczny dla siebie smrodek, do którego łatwo przywyknąć. W swoich zapasach już mam kolejne opakowania, tym razem większe.

Glinka zielona z Fito Kosmetik zdecydowanie przypadła mi do gustu, stosowałam ją do oczyszczania twarzy, jednak najczęściej robiłam z niej maskę do ciała z dodatkiem olejów, cynamonu i chilli, następnie owijałam się folią, ubierałam dres i wchodziłam pod kołderkę na około trzydzieści minut. Jest to całkiem przyjemny produkt w dobrej cenie.

Jak widzicie sporo się tych rzeczy zebrało! Pewnie w przyszłym miesiącu będzie tego zdecydowanie mniej. A Wy znacie te produkty? Co o nich sądzicie?

Do zobaczenia następnym razem!

Aga

Zaczynamy!

Zaczynamy!

Mówi się, że zawsze musi być ten pierwszy raz, a dzisiaj właśnie taki dzień nastał i dla mnie. Jest to pierwszy wpis na moim blogu („mój blog” jak to dumnie brzmi.. 😉). Mam nadzieję, że spodoba Ci się świat pokazywany moim okiem. Na blogu planuję […]