Najnowsze wpisy

Projekt denko sierpień

Projekt denko sierpień

Jakoś kiepsko mi idzie nadrabianie zaległości z projektu denko, tym razem jednak głęboko wierzę, że mi się uda! Jesteśmy już przy sierpniu, więc nie jest tak bardzo źle 😉 postaram się w tym miesiącu opublikować jeszcze moje zużycia z września i października, jeśli mi się…

Co kupić na Ekocudach? Edycja jesienna 2019

Co kupić na Ekocudach? Edycja jesienna 2019

Chodzicie czasem na targi? Ja nie byłam ich wielką fanką, do czasu aż nie poszłam na targi kosmetyków naturalnych Ekocuda. Co prawda ścisk jaki tam panuje jest mało komfortowy, ale z drugiej strony bardzo cieszy, ponieważ to oznacza, że naturalne produkty cieszą się dużym zainteresowaniem!…

Projekt denko LIPIEC

Projekt denko LIPIEC

Powiem Wam, że lubię robić denka, chociaż zbieranie tych wszystkich opakowań, zamiast ich wyrzucania jest trochę uciążliwe. Muszę trzymać mnóstwo pustych opakowań, które łatwo się przewracają i zajmują cenne miejsce w moim małym, choć przytulnym mieszkanku 😉 jednak dzięki temu widzę ile zużywam w rzeczywistości. Przypominam tylko, że jest to zbiór produktów, które zużyłam w danym miesiącu, a nie w jeden miesiąc! Jest to dość spora różnica, a kosmetyki zużywa ze mną również mój B., który całkiem nieźle wkręcił się w pielęgnację, co bardzo mnie cieszy . Także nie przedłużając już zbędnie, zapraszam Was na lipcowe denko. Już powoli zbliżam się do całkowitego nadrobienia zaległości! W tym miesiącu możecie się jeszcze spodziewać co najmniej denka sierpniowego, także miesiąc upłynie nam pod znakiem użytych opakowań.

Nawilżająca emulsja oczyszczająca – Pure by Clochee

Szczerze, to bardzo sceptycznie podchodzę do produktów myjących, które na naszej skórze znajdują się tylko chwilę, a które obiecują nawilżenie. Od tego są kremy i sera, kosmetyk myjący powinien przede wszystkim skutecznie, ale delikatnie oczyszczać cerę nie wysuszając jej przy tym. Tutaj jednak ogromnie się zdziwiłam, ponieważ rzeczywiście zauważyłam zmianę w nawilżeniu cery, tylko po wprowadzeniu tego kosmetyku! Nie wiem, jak oni to zrobili, ale bez dwóch zdań się udało! Polecam całym sercem i zdecydowanie będę wracać do tego produktu, ponieważ oprócz nawilżenia emulsja, której bliżej zdecydowanie jest do żelu, jest bardzo delikatna i skuteczna.

Peeling Freude – Alverde

Peeling ten kupiłam przy okazji będąc w Berlinie w drogerii DM, jeśli będziecie za granicą, to koniecznie tam zajrzyjcie! Jest tam mnóstwo kosmetyków pielęgnacyjnych, jak i kolorowych w dobrych cenach oraz ładnych składach. Niestety ten peeling na tyle nie przypadł mi do gustu, że nazwę go najgorszym peelingiem jaki w życiu stosowałam. Bardzo delikatny, praktycznie nie złuszczał naskórka, a jest to peeling mechaniczny, do tego zostawiał na twarzy tłustą warstwę. Trochę czułam się tak, jakby do kremu dodali ciutkę drobinek. Bardzo dziwne uczucie.. Zdecydowanie nie będę wracać, natomiast z samej marki będę jeszcze czegoś próbować.

Anti-aging Nachtcreme – Nonique

Kolejny produkt z mojej wycieczki do Berlina. Ponownie skład bez zarzutu, wegańska formuła, wygodna tubka. W mojej opinii jest to dobry krem nawilżający, nic więcej. Skóra po nim była gładka i miękka, a sam produkt nie miał tendencji do zapychania. Natomiast nie czułam zwiększonego napięcia skóry, czy jakiejś innej rewolucyjnej zmiany, aby takie różnice zaobserwować, musiałam używać serum. Także jeśli poszukujecie czegoś nawilżającego, a na resztę problemów macie serum, to będzie coś dla Was. Mam jeszcze w zapasie krem na dzień, także zobaczę jak się sprawdzi taka wersja.

Serum do twarzy – Aloesove

Produkt od marki-córki Sylveco, czyli Aloesove, jest trochę żelkowy w swojej konsystencji, przez co wystarczy parę kropel na pokrycie całej twarzy wraz z szyją, co sprawia, że serum jest bardzo wydajne. Szybko się wchłania zostawiając przy tym delikatnie lepką warstewkę na skórze, która całkowicie zanika po nałożeniu kremu. Serum działa nawilżająco oraz łagodząco przez dodatek aloesu. Producent obiecuje jeszcze wycieszenie i regulację pracy gruczołów łojowych, tego akurat u siebie nie zaobserwowałam niestety. Jest to bardzo przyjemny produkt, chociaż jeśli chcecie czegoś bardziej wielofunkcyjnego, to polecam zainteresować się żelem regenerującym z tej samej serii. Jako że składem niewiele się różnią, to działanie jest bardzo podobne (sprawdzałam to na sobie), a żel ma pojemność 250 ml, przy czym możecie go jeszcze wykorzystać na włosy, czy ciało, a cena jest praktycznie taka sama.

Regenerujący krem do stóp – Sylveco

Niestety przez genetykę i problemy z tarczycą moje stopy są w dużo gorszym stanie niż przeciętnego człowieka 😉 bardzo szybko rogowacieją, szczególnie jeśli dodatkowo ich nie nawilżam żadnym kremem. W związku z tym takich preparatów przewija się u mnie sporo. Ten krem niezbyt przypadł mi do gustu, nawilżenie było bardzo delikatne, a proces rogowacenia naskórka tylko troszkę został spowolniony. Dodatkowo zapach tego kremu jest bardzo dziwny, mi przypominał pety.. Także niezbyt przyjemne było to doświadczenie.. 😉 zdecydowanie nie będzie powrotu.

Regulująca esencja z ekstraktem wierzby białej – Polny Warkocz

Regulująca esencja sprawdziła mi się całkiem dobrze, a po zachwycie jaki wywołała u mnie esencja z mleczkiem pszczelim z tej samej firmy zdecydowanie nie było to łatwe zadanie. Esencja rzeczywiście pomagała regulować pracę gruczołów łojowych, jednak nie był to jakiś spektakularny efekt. Trądzik na tle hormonalnym pozostał, a niespodzianki na twarzy i tak się pojawiły, chociaż mam wrażenie, że szybciej znikały. Samą esencję bardziej bym jednak nazwała tonikiem, i właśnie w taki sposób jej używałam. Jak na razie jednak pozostanę wierną fanką esencji Polny Warkocz z mleczkiem pszczelim.

Krem do rąk z bio-rokitnikiem&bio-olejem arganowym – Alterra

Jest to jeden z moich ulubionych kremów do rąk! Uwielbiam jego zapach, jest taki orzeźwiający, a przy tym słodko-owocowy. Istne cudo!! Jeśli do tego dodamy ładniutki skład, nawilżające działanie, niską cenę i dostępność, mamy świetny produkt. 😊 jeden z moich ulubionych kremów do rąk! Dla bardziej wymagających dłoni raczej się nie sprawdzi, natomiast jeśli szukacie kremu, który nie zostawia lepiącej warstwy, szybko się wchłania, a do tego przyjemnie nawilża, to polecam się na poważnie zainteresować tym produktem. To super krem na co dzień.

Żel do ciała bio-rokitnik&bio-olej arganowy – Alterra

Jak widać ta seria zapachowa Alterry bardzo przypadła mi do gustu 😉 uważam, że nazywanie tego produktu żelem do mycia ciała jest lekkim wprowadzaniem w błąd, ponieważ jest to po prostu myjący krem do ciała. Przez swoją kremową konsystencję nie da się go spienić i jest mniej wydajny. Z drugiej strony nie miałam po nim poczucia wysuszenia, nie musiałam w panice poszukiwać balsamu, przez co był to dla mnie idealny kosmetyk na siłownię. Myślę, że ze względu na cudowny zapach będę do tego produktu wracać.

 

Mleczko do ciała – Feel Free

Produkty tej marki wyjątkowo mi pasują! Miałam już kilka ich kosmetyków i wszystkie bardzo mi się podobały. Nie inaczej było w przypadku tego mleczka. Jest to bardzo lekki produkt, który szybko się wchłania nie zostawiając przy tym lepkiej warstwy na skórze. Zapach jest przyjemny, zdecydowanie wyczuwalna jest trwa cytrynowa, przez co mleczko ma orientalny zapach. Niezbyt podoba mi się przezroczyste opakowanie, bo po zużyciu produktu na zdjęciu nie widać żadnych napisów. Jednak w normalnym użytkowaniu nie przeszkadza to wcale. 😉

Skin Food Light – Weleda

Odchudzona wersja klasyka sprawdziła się trochę gorzej niż jej tłustszy starszy brat. Myślę, że sekretem Skin Food’a jest właśnie ta gęsta konsystencja. Ten krem w dużej części zużył mój B., który ma łzs, więc jest to skóra wymagająca dużej dawki nawilżenia, jednak w tym przypadku krem okazał się ciut za słaby, niestety. Kompozycja zapachowa jest taka sama jak w przypadku wersji regularnej, natomiast krem ma lżejszą konsystencję.

Odżywka przeciwłupieżowa – Petal Fresh

Odżywki Petal Fresh są dość dobrze znane, szczególnie w kręgu włosomaniaczek. Najczęściej wykorzystywane są te podstawowe wersje, które bardzo dobrze emulgują oleje i są traktowane jako odżywki myjące. Wersja którą miałam do tego celu również nadawała się bardzo dobrze, i to właśnie najczęściej ją wykorzystywałam jako pierwsze O w metodzie OMO. Wybrałam taki sposób, ponieważ w innym wypadku moje włosy puszyły się, a skręt był kiepski. Odżywkę również można stosować na skórę głowy, ma bardzo bogaty skład! Ja zostawiałam ją dosłownie na parę minut. Jednak osoba, która zdecydowała o zapakowaniu tak gęstego, a przy tym bardzo wydajnego, produktu do tej butelki chyba nigdy nie używała żadnej odżywki do włosów.. Przez swoją konsystencję produkt nie chce wychodzić z opakowania! U mnie butelka cały czas stała odwrócona do góry nogami, a jeśli chciałam jej użyć, to kładłam butelkę na brzeg wanny i dociskałam ją dłonią, żeby cokolwiek z niej wydostać. Może kiedyś bym do niej wróciła, ale dopóki zmianie nie ulegnie opakowanie, to nie ma takiej mowy.

Odżywczy balsam – włosy suche i rozdwojone końcówki – EO Laboratorie

Jedna z moich ulubionych odżywek do włosów! Świetnie działa i pachnie. Odżywia włosy, które stają się mocniejsze, podbija mi skręt, ładnie dociąża włosy nadając im delikatnego blasku. Jest to produkt emolientowo-humektantowy, chociaż moje włosy tych nawilżaczy zupełnie nie czują, dlatego z powodzeniem używam jej jako produktu emolientowego, a takich właśnie moje włosy domagają się najwięcej.. Fajnie, że butelka ma pompkę, dzięki temu super się wydobywa produkt, szczególnie mokrymi rękoma, natomiast przy 1/3 opakowania pompka odmawia posłuszeństwa, więc butelka wylądowała do góry nogami. Mimo wszystko już nie mogę się doczekać, aż użyję jej ponownie.

Odżywka do włosów bez spłukiwania nordyckie jagody – Urtekram

Przy tej odżywce nie chcę się jednoznacznie wypowiadać na tak lub nie, bo trochę brakowało mi systematyczności w jej używaniu. Jednak z pewnością nie obciążała włosów, ani nie sprawiała, że wyglądały na nieświeże. Miałam wrażenie, jakby miała delikatne działanie nawilżające, ale od nadmiaru humektantów moje włosy bardzo się puszą niestety. U mojego B. spowodowała swędzenie głowy, ale on ma bardzo wrażliwy skalp, także zalecam ostrożność w takim przypadku.

Snail bee high content pack – Benton

Z tymi maseczkami mam pewien problem. Wiem, że dużo osób je poleca, ale u mnie one jakoś nie przynoszą spektakularnych efektów. Owszem, są przyjemne, skóra po ich użyciu jest miękka i miła w dotyku, jednak oczekiwałam po takich zachwytach czegoś więcej.. Próbowałam się do nich przekonać, ale po prostu chyba to nie jest produkt dla mnie. Wiecie, po tylu poleceniach oczekiwania mocno poszybowały w górę i spodziewałam się prawdziwej petardy.

Maseczka do twarzy – Duetus

Tu się długo nie będę rozwodzić, bo już o tej maseczce pisałam Wam już nie raz. Bardzo lubię ten produkt, zazwyczaj mam chociaż jedno opakowanie na stanie w domu. Skuteczna i tania, polecam jedno opakowanie zużyć na dwa razy. Działanie jest takie samo, a mniej brudu do sprzątania. 😉 jeśli chcecie przeczytać o niej trochę więcej, zachęcam Was do przeczytania ostatniego wpisu, pisałam tam o wszystkich maseczkach w saszetkach, jakie zostały stworzone przez Sylveco.

Maseczka #gwiżdź na pryszcz – Dermaglin

Pierwszy raz styczność z maseczkami Dermaglin miałam na studiach. Moja przyjaciółka walczyła z dość uporczywym trądzikiem i te maseczki bardzo jej pomagały. Nadal są dobre, mam wrażenie, że nowe nazwy i kolorowe opakowania mają bardziej przemówić do młodszego pokolenia, ale wydaje mi się, że tamte maseczki trochę lepiej działały. Ta jest bardzo przyjemna, ale jeśli miałabym wybierać pomiędzy tą a Duetusem, to wybór jest dziecinnie prosty.

Jak widzicie w lipcu udało mi się wykończyć kilka świetnych produktów, ale również znalazło się parę mniej udanych kosmetyków, żeby nie powiedzieć bubli 😉 ale jest to część zabawy z testowania coraz to innych produktów. Zanim się trafi na perełkę, trzeba przejść przez kilka słabych produktów, ale potem jaka jest radość z nowego odkrycia 😉

Który z kosmetyków najbardziej Was zainteresował?

Do zobaczenia następnym razem!

Aga

Maseczki Vianek i Duetus

Maseczki Vianek i Duetus

Kiedyś nie wyobrażałam sobie robienia maseczek, w szczególności tych glinkowych. Szybko zastygają, na twarzy robi się skorupa, no i do tego wszystkiego ciężko jest je zmyć. Jednak od tego czasu wiele się zmieniło. Obecnie jeśli w ciągu tygodnia nie zrobię sobie chociaż jednej maseczki dziwnie…

Denko czerwiec

Denko czerwiec

Mamy początek, więc przyszedł już najwyższy czas, żeby pokazać Wam kosmetyki, które udało mi się zużyć w.. CZERWCU! Na szczęście jestem już coraz bliżej wyrównania mojego poślizgu i mam nadzieję, że jak najszybciej uda mi się opisać moje zużycia zarówno z lipca, jak i z…

Poranna rutyna pielęgnacyjna

Poranna rutyna pielęgnacyjna

Dawno nie pokazywałam Wam moich rutyn pielęgnacyjnych nawet na Instagramie, dlatego postanowiłam to zmienić, szczególnie że mam kilka perełek, które powinny być przydatne również dla wielu z Was. Moja poranna rutyna, bo taką Wam dzisiaj pokażę, nie jest bardzo rozbudowana, ani szczególnie skomplikowana, także po prostu zapraszam do czytania 😊

Oczyszczanie & tonizowanie

Poranne oczyszczanie zaczynam od mycia twarzy, aktualnie używam pianki anti-aging od EO Laboratorie (jeśli taka jest właściwa nazwa tej firmy..) tej pianki używam zarówno rano, jak i wieczorem, w obu sytuacjach sprawdza się u mnie świetnie! Piana jest gęsta i zbita, nie pęka szybko, ładnie doczyszcza cerę i jest delikatna. Następnie przechodzę do stonizowania skóry, co robię po każdym kontakcie z wodą. Obecnie używam toniku od Feel Free i jest to bardzo przyjemny produkt. Ładnie pachnie, koi skórę i przywraca prawidłowe pH. Na zdjęciu widzicie pustą butelkę, ponieważ wylewanie toniku przez dziurkę wydawało mi się beznadziejnym pomysłem, dlatego przelałam jego zawartość do buteleczki z atomizerem i od tego czasu funduje sobie odświeżające prysznice tonikowe! Cudowne to jest, koniecznie spróbujcie, fanem stał się nawet mój B.!

Krem pod oczy & serum regulujące

Aktualnie pod oczy używam serum od Be Organic i szczerze mówiąc nie przepadam za tym kosmetykiem. Może moje odczucia względem niego nie byłby tak złe, gdyby nie to, że jest on strasznie wydajny (chociaż to jest zwykle zaletą 😉) używam go już ładnych parę miesięcy, na szczęście koniec już widać na horyzoncie. Według mnie to dobry produkt albo dla młodej osoby, albo właśnie na dzień, szczególnie pod makijaż. W tej roli sprawdza się całkiem dobrze. Po aplikacji serum pod oczy przechodzę do żelu punktowego od Sylveco. Ostatnio zaatakował mnie wysyp niespodzianek hormonalnych, które w większości znalazły się na brodzie. Żel zdecydowanie przyśpieszył ich znikanie i gojenie. Polecam Wam, abyście poczekały chwilę z aplikacją kremu na twarz do czasu aż żel się wchłonie, w innym przypadku rozprowadzicie z kremem również żel, który nie będzie mógł już tak dobrze zadziałać.

Nawilżanie & krem z filtrem

Ostatnim krokami w mojej porannej pielęgnacji jest nałożenie kremu na dzień od Duetus i kremu z filtrem od Madary. Wcześniej pod krem z filtrem nie nakładałam nic, bo sam w sobie mi wystarczał (taki plus naturalnych produktów 😉), jednak postanowiłam wypróbować również tego gagatka od marki Duetus, ponieważ po samym filtrze świeciłam się bardziej niż zazwyczaj. Okazało się, że krem na dzień od Duetus to prawdziwy sztos i pogromcja nadmiarowego blasku! Cudownie matuje, także jeśli macie taki problem nawet bez filtra, to koniecznie musicie go wypróbować! Natomiast krem z filtrem w lato to już dla mnie obowiązek. Od dłuższego czasu używam Madary do ciała, twarzy i rąk (a ręce to niby nie część ciała??) i jest to całkiem fajny krem. Nadaje się pod minerały, szczególnie po zastosowaniu kremu Duetus. Natomiast jeśli nie używacie tego kremu pod filtr, to radzę Wam poczekać trochę, tak żeby wszystko się ładnie wchłonęło. W innym przypadku minerały mogą zrobić ciastko na twarzy. Natomiast jeśli używacie płynnych formuł pewnie będziecie musiały się trochę przypudrować. Po skończeniu tego opakowania z chęcią sięgnę po jakieś inne filtry, tak żebym mogła je dobrze przetestować i porównać, bo Madara aż tak mnie nie zachwyciła, żeby zaopatrzyć się teraz w dziesięć kolejnych opakowań na zapas.. 😉

Z perspektywy czasu trochę mnie śmieszy fakt, że kiedyś przemywałam twarz wodą w najlepszym wypadku i nakładałam makijaż i to było tyle, bo czasem nawet kremu nawilżającego mi się nie chciało nałożyć. Ale wiadomo młodość rządzi się swoimi prawami 😉 mimo tego, że nie do trzydziestki trochę mi brakuje, to jednak wolę wcześniej zadbać o swoją skórę, tak żeby później nie obudzić się z przysłowiową ręką w nocniku! 😉 a jak jest w Waszym przypadku?

Do zabaczenia następnym razem!

Aga

 

Denko maj

Denko maj

Nadrabiania zaległości ciąg dalszy, także tym razem przychodzę do Was z moimi zużyciami z maja. Ponownie trochę się tego zebrało, także bez zbędnego przedłużania zapraszam do lektury 😊 Szampon do włosów – Biolaven Bardzo lubię kosmetyki z Biolavenu, uważam, że mają cudowny zapach, chociaż wiem,…

Miesiąc bez zakupów kosmetycznych

Miesiąc bez zakupów kosmetycznych

Zawsze mi się wydawało, że jestem świadomym konsumentem, że kupuję tylko wtedy, kiedy potrzebuję, a promocje nie robią na mnie większego wrażenia, chyba że w ofercie jest coś czego rzeczywiście potrzebuję. Jednak są u mnie dwie kategorie kosmetyków, nad którymi poczułam, że delikatnie zaczynam tracić…

Denko kwiecień

Denko kwiecień

Denko kwiecień

Przez zawirowania rodzinne i zdrowotne trochę bloga znowu zaniedbałam, ale niestety tak to czasem w życiu bywa. Teraz obiecuję poprawę i regularność we wpisach, możecie mnie z tego rozliczać 😊 Także zaczynam nadrabiać zaległości i rozpocznę denkiem! Co miesiąc zadziwia mnie ilość zużytych opakowań i nie wiem, czy kiedykolwiek przestanie, ale w tym miesiącu nastąpiło chyba jakieś apogeum! Także nie przedłużając przejdźmy już do wydaje mi się największego denka w mojej blogowej historii!

Rewitalizujący Krem do Rąk – Fresh&Natural

Muszę się przyznać, że kiedyś wcale nie używałam kremów do rąk i dobrze mi z tym było. Nawet dziwiłam się osobom, które ich używały, bo przecież moje dłonie niczego specjalnego nie wymagały, no może poza okresem zimowym. Jednak kiedy zaczęłam używać kremów do rąk bardziej regularnie, przekonałam się, co znaczą dobrze nawilżone dłonie! A przecież jest to część ciała, która również się starzeje, i to często po nich widać wiek. Z tego powodu staram się mieć zawsze jakiś krem pod ręką i tak o to ten 30 ml maluch wylądował w mojej torebce. Super nawilżał, pięknie pachniał (trochę taką gumą balonową, albo cukierkami pudrowymi), a opakowanie typu airless super się sprawdziło w biurze, czy autobusie. Jednak mam do niego jedno zastrzeżenie, a mianowicie pompka wystrzela losowe porcje kremu, zdecydowanie jest do poprawy. Poza tym to bardzo dobry kosmetyk!

Krem Zmiękczający do Stóp – Fuss Wohl

Pokuszę się o stwierdzenie, że jak do tej pory jest to najlepszy krem do stóp, z jakim miałam do czynienia! A z moich ust to nie lada komplement, ponieważ moje stopy są bardzo wymagające i niestety bardzo szybko rogowacieją. Po tym kremie moje pięty były nawilżone i mięciutkie, także pedicuire mogłam odłożyć w czasie i na spokojnie wykonywać go raz w miesiącu. Zdecydowanie jeszcze do niego wrócę, ponieważ kremy do stóp, jeśli tylko stosuje je  regularnie, schodzą u mnie baaardzo, ale to baaaaaaaardzo szybko, a ten nie dość, że jest skuteczny, to jeszcze niedrogi i łatwodostępny.

Krem do Depilacji Sensitive – Isana

Ten krem do depilacji to mój ulubieniec. Jest łatwo dostępny, ma dobry skład, a do tego jest tani, można go kupić już za około 5-6 złotych. Co najważniejsze ten krem działa i nie śmierdzi tak jak to kremy do depilacji potrafią 😉 nigdy mnie nie podrażnił, nawet gdy zostawiłam go na dłużej niż powinnam. Zwykle depiluję nim tylko przedramionach i zabieg ten muszę powtarzać raz w tygodniu. Jednak moje włosy, stety albo niestety, bardzo szybko odrastają. Na głownie się to przydaje, jednak w innych partiach ciała już niezbyt 😉 Zawsze mam przynajmniej jedno opakowanie w domu, bo kupuję go najczęściej na promocji na zapas.

Krem do Rąk bio-granat – Alterra

Drugi krem do rąk w tym denku, ale nie miałam w tym miesiącu wyjątkowo suchej skóry na dłoniach. Po prostu tak się złożyło, że skończył się mój torebkowy krem i ten z Alterry, który trzymłam w domu. Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się takiego fajnego kremu za takie małe pieniądze. Cudownie pachniał, ładnie się wchłaniał, choć czasami pozostawiał na dłoniach delikatną lepiącą się warstwę. Obecnie jest to jeden z moich ulubionych kremów do rąk! Koniecznie musicie go wypróbować 😊

Olej konopny – EcoSpa

Olej konopny kupiłam z myślą o moim mężu, który ma ŁZS (łojotokowe zapalenie skóry) głównie na skalpie i to właśnie do olejowania jego skóry głowy poszła cała buteleczka. Olej dodawałam do masek z błota z morza martwego lub aplikowałam go bezpośrednio na skalp czasem solo, czasem w połączeniu z innymi olejami. Olej konopny sprawdził się bardzo dobrze! Pomógł w opanowaniu stanów zapalnych na skórze głowy, a dodatkowo wzmocnił również włosy, które dzięki niemu stały się mocniejsze i bardziej lśniące. Zdecydowanie polecam ten olej osobom z ŁZS, atopowym zapaleniem skóry, czy też z cerą problematyczną.

Witaminae E – EcoSpa

Witamina E jest świetnym dodatkiem do maseczek, maseł, czy domowych olejków, ponieważ ma działanie antyoksytacyjne i przeciwstarzeniowe, ale oprócz tego przedłuża trwałość oraz świeżość formuł olejowych. Także jest to produkt o bardzo szerokim zastosowaniu, który warto mieć w domu, szczególnie jeśli lubicie sami coś sobie w domu pomieszać 😉

Olej makadamia – Naturium

Powiem tak, olej jak olej. Nie wyróżniał się niczym szczególnym w kategorii „oleje”, co nie znaczy, że był zły! Stosowałam go do domowych maseczek, zmywałam nim makijaż, z czym świetnie sobie radził, dodawałam go też do domowych maseł do ciała. Unikałam jednak nakładania go na twarz, ponieważ bardzo mnie zapchał. Do tego oleju pewnie jeszcze wrócę, choć niekoniecznie do tej marki.

Olejek do włosów z pestek moreli – Alterra

Jeden z moich olejowych ulubieńców! Dostaje takie miano, ponieważ jest to produkt bardzo wydajny, super uniwersalny, pięknie pachnie, a pompka przy olejowej konsystencji jest świetnym rozwiązaniem, bo nie brudzimy całego opakowania tłustymi rękami. Cudownie sprawdził mi się jako serum zabezpieczające włosy i końcówki, dodatkowo świetnie rozbijał sucharki po myciu (mam kręcone włosy), a jeszcze zdarzyło mi się na wyjazdach olejować nim włosy! Produkt idealny na lato, w szczególności do wyjazdowej kosmetyczki. Przez małą pojemność możecie go wnieść nawet na pokład samolotu! Ostatnio coś go nie widzę w żadnym Rossmannie, ale ponoć jest dostępny, tak przynajmniej mówi aplikacja 😀

Tonik-wcierka do skóry głowy – Vianek

Niezastąpiony produkt u mnie w domu! Działa wspomagająco na porost włosów, chociaż u siebie i męża ogromnego wysypu baby hair nie zauważyłam. Po jego zastosowaniu włosy są lekko uniesione u nasady, a wcierka dodatkowo działa trochę jak suchy szampon przedłużając świeżość włosów. Dodatkowo rzeczywiście działa kojąco na skórę głowy, minimalizuje jej swędzenie i łagodzi podrażnienia. Minusem dla mnie jest tylko obecność substancji myjących, bo nie do końca zgadzam się z pozostawianiem ich na skórze, szczególnie na dłuższy czas. Jednak do tej pory nic złego nam ta wcierka nie wyrządziła, a wręcz przeciwnie. Po prostu staram się nie używać jej codziennie, a co dwa-trzy dni, tak aby substancje aktywne miały czas zadziałać, a myjadła nie nagromadziły się na skalpie. Zużyliśmy już chyba trzy opakowania i z pewnością będę sięgać po następne!

Regenerujący żel – Aloesove

Ten żel dostałam w prezencie od męża i bardzo się z tego faktu cieszę, bo sama nie jestem pewna, czy bym się skusiła na niego. W sumie bez przesady, pewnie bym go kupiła, ale trochę później 😉 żel dobrze mi się sprawdził jako podkład pod olejowanie włosów (głównie do tego celu go zużyłam), serum na twarz pod krem, a także jako dodatkowa porcja nawilżenia na wyjątkowo suche lub podrażnione miejsca, dodawałam go również do domowych maseczek i innych mikstur. Czasami zostawiał mi lekko lepiącą się warstwę, jednak przeważnie wszystko super się wchłaniało. Ma konsystencję typowego żelu, choć trochę glutkowatą, zapach jest nawet przyjemny i posiada dobrze działającą pompkę, która zdecydowanie ułatwia aplikację. Przy tym produkcie musicie jednak zwrócić uwagę, że nigdzie na opakowaniu nie jest napisane, że jest to żel aloesowy! Producent wyraźnie nazwał go żelem regenerującym i tak jest. W składzie oprócz aloesu znajdziecie mnóstwo innych nawilżających składników, czy ekstraktów. Osobiście mi to w niczym nie przeszkadzało, jednak jeśli szukacie czystego żelu aloesowego, to warto sięgnąć po inny produkt.

Shine On – John Masters Organics

Shine On jest odżywką bez spłukiwania, którą sprzedawczyni poleciła mi stosować jako produkt stylizujący. Byłam strasznie podekscytowana tym zakupem, jednak po początkowym szale poszła ona w odstawkę, ale nie dlatego że to zły produkt! Już tłumaczę, co mam na myśli. Jeśli nie wiecie, mam kręcone włosy, które przywracam do życia, także potrzebuję dość mocnego stylizatora, który będzie w stanie utrzymać moje włosy w ryzach dłużej niż jeden dzień. Początkowo odżywka sprawdzała się całkiem nieźle, jednak już następnego dnia włosy zaczynały się puszyć i delikatnie rozkręcać. Próbowałam dodawać więcej produktu, jednak nie dało mi to nic oprócz obciążenia włosów. Jak na leniuszka przystało, nie chciałam myć włosów co dwa dni, więc przerzuciłam się na pianki i żele przeznaczone typowo do stylizacji. Jednak postanowiłam dać jej ostatnią szansę i użyć jej jako produktu do reanimacji moich loczków. W tej sytuacji sprawdziła się idealnie! Nie obciążała włosów, nie sklejała ich, nie było też efektu „mokrej Włoszki”. Także warto nie skreślać od razu jakiego kosmetyku, tylko poeksperymentować i znaleźć dla niego nowe zastosowanie.

Sól do kąpieli mandarynka – Manufaktura Mewa

Manufakturę Mewa poznałam na Ekocudach, jednak sól do kąpieli trafiła do mnie parę miesięcy później. Opakowanie nie jest zbyt duże i przewidywałam, że wystarczy mi na dwie kąpiele, jednak sól starczyła na dużo więcej! Jako że jestem #teamprysznic, to z wanny korzystam od wielkiego dzwonu, więc sól stała ładnych parę miesięcy, a jej cudowny cytrusowy zapach ani się nie zmienił, ani nie stracił na intensywności! Myślę, że na jesień chętnie kupię sobie opakowanie tej soli, tylko w innej wersji zapachowej.

Serum regulujące – Duetus

Serum na niedoskonałości pachnie tak, jakby do jego wytworzenia przyłożył rękę sam diabeł 😉 zapach siarki zmieszany z olejkiem z drzewa herbacianego i jeszcze innymi bardzo aromatycznymi składnikami daje nam mieszankę zapachową dla prawdziwych koneserów.. Po pierwszym użyciu byłam przekonana, że już nigdy więcej do niego nie wrócę, jednak jak widzicie, opakowanie jest puste, więc się udało 😉 co do samego działania tego specyfiku, to muszę przyznać, że z tym bywało u mnie różnie. Miałam wrażenie, że niektóre niespodzianki posmarowane tym serum znikały w oka mgnieniu, a inne niestety śmiały mu się prosto w twarz i rosły sobie jeszcze bardziej.. Ale uważam, że warto go wypróbować, tylko pamiętajcie o specyficznym zapachu. Ja pewnie będę szukała czegoś innego.

Peeling korundowy z aronią – Bydgoska Wytwórnia Mydła

Byłam bardzo podekscytowana, gdy kupiłam ten produkt, bo nie dość że to polska marka, to był jeden z pierwszych produktów w mojej kosmetyczce od Bydgoskiej Wytwórni Mydła. Bardzo spodobało mi się to, że peeling ma pojemność 15 g, dzięki czemu produkt się nie zepsuje, bo bez problemu wszystko uda się zużyć w terminie ważności. W środku znajdziemy mieszankę olejów z korundem i aronią, a do peelingu dołączona jest drewniana szpatułka, którą produkt należy wymieszać przed użyciem, tak aby faza olejowa połączyła się z drobinkami ścierającymi. Szczerze mówiąc, to nigdy w życiu nie spotkałam się z tak mocnym peelingiem, włączając w to nawet produkty do ciała! Peelingowanie nim twarzy nie było przyjemne i w pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że odwlekam moment użycia go, więc peeling robiłam nawet co dwa tygodnie. Natomiast mojej drugiej połowie, która jest już przekonana do codziennej pielęgnacji, musiałam otworzyć inny produkt, bo zdecydowanie odmawiał używania tego. Także lojalnie Was ostrzegam! Ale twarz po nim była jak pupcia niemowlaka 😀 pod tym względem to najlepszy peeling do tej pory, jednak przyjemność z korzystania to minus 10 😉

Tonik-esencja nawilżająca – Resibo

Ten tonik to mój hit i totalny ulubienic! Gdybym robiła zestawienie top 3 toników, to ten zdecydowanie by się tam znalazł! Cudownie nawilża! Rzeczywiście czuć jego obecność w pielęgnacji, szczególnie jeśli przerzucicie się na niego po stosowaniu mniej nawilżającego produktu. Do tego tonik jest bardzo wydajny i starcza na bardzo długi czas. Bardzo podoba mi się zastosowanie atomizera, chociaż nie polecam pryskaniem nim bezpośrednio na twarz, bo bardzo pluje. Jest to „wina” w dużej mierze samego toniku, który jest dość gęsty i bogaty, przez co wydostaje się na zewnątrz w takiej formie. Ja piskałam około 1,5 pompki w zagłębienie dłoni, rozcierałam w rękach, a następnie wklepywałam w twarz. Dzięki temu nie marnowałam produktu, a sam tonik lepiej się wchłaniał. Koniecznie musicie go wypróbować!

Krem pod oczy z granatem – Cosnature

Ten krem to dla mnie taki przeciętniak w sam raz na raz. Nie planuję już do niego wracać. Chociaż bardzo podobał mi się jego spiczasty aplikator. Sam krem był dość lekki, szybko się wchłaniał, jednak nie zauważyłam jakiś spektakularnych efektów. Dawał minimalne poczucie nawilżenia, w związku z czym najlepiej sprawdzał mi się na dzień pod makijaż. Na noc miałam ochotę na coś bardziej treściwego. Na plus zdecydowanie była jego wydajność.

Maseczka do twarzy – Duetus

Ta maseczka to u mnie totalny must have! Odkryłam ją, gdy zimą dopadł mnie trądzik na tle hormonalnym. Nigdy, nawet jako nastolatka, nie miałam cery w tak złym stanie, więc dość mocno przeżywałam tę sytuację. Zupełnie przypadkiem wpadła mi w ręce ta maska i już ze mną została! Super produkt, ja jedną saszetkę wykorzystuję na dwa razy i Wam też polecam tak spróbować. Obecnie nie sprawdza mi się aż tak dobrze jak wcześniej, ale też nie mam skóry w aż tak złym stanie jak kiedyś. Co nie zmienia faktu, że jest to bardzo, ale to bardzo dobra maska oczyszczająca.

Także dobrnęliśmy już do końca. Przeczytał ktoś całość? Jeśli tak, to zostaw po sobie jakiś znak!

Do zobaczenia następnym razem!

Aga

Liposomowe Serum pod Oczy Ogórek – Mokosh

Liposomowe Serum pod Oczy Ogórek – Mokosh

Jakiś czas temu zauważyłam, że zaczęły pojawiać mi się pierwsze zmarszczki zarówno pod oczami, jak i na twarzy. Szczególnie zauważalne były te na czole, jednak totalnym szokiem była tzw. lwia zmarszczka i kurze łapki. Pierwszą moją reakcją było „Ale jak to? Ja?! Zmarszczki? JUŻ??!! Ale…

Denko marzec

Denko marzec

Z miesiąca na miesiąc zaczyna mnie coraz bardziej zadziwiać ilość kosmetyków, które zużywam. Kiedyś, gdy jeszcze nie zbierałam pustych opakowań, wydawało mi się, że może być ich maksymalnie 5! Cóż.. troszkę się pomyliłam 😉 Zupełnie nie wiem jak to się dzieje! Dobrze chociaż, że umiem…

Ekocuda Wiosna 2019

Ekocuda Wiosna 2019

 

Pewnie większość z Was słyszało o Ekocudach, ale jeśli nie jesteście pewne co to takiego to, są to targi, na których mogą zaprezentować się producenci naturalnych kosmetyków zarówno pielęgnacyjnych, jak i makijażowych, chociaż znalazło się też miejsce dla drogerii internetowych, firemek propagujących podejście zero waste, jednak było one w znaczącej mniejszości. Impreza ta odbywa się dwa razy do roku: na wiosnę i jesień. Mój pierwszy raz na Ekocudach miał miejsce pod koniec zeszłego roku. W tym wpisie chcę pokazać Wam moje zakupy i podzielić się z Wami moją opinią oraz odczuciami na temat tych targów, więc jeśli szukacie fotorelacji z tego zdarzenia, zdjęć z hali i zbliżeń na napierający tłum, to niestety tego tutaj nie znajdziecie. Jeśli jednak chcecie poznać moją opinie i kwotę jaką wydałam na targach (tak, pokażę Wam paragony!), to serdecznie Was zapraszam do dalszego czytania. 😊

ZAKUPY

Na pierwszy ogień pójdzie to co udało mi się kupić podczas targów. Ogólnie to przygotowałam sobie wcześniej listę produktów, które zamierzałam upolować, jednak już na miejscu okazało się, że moja kartka została w domu.. Chyba powinnam jednak przerzucić się na zapisywanie rzeczy w telefonie zamiast na kartkach 😉 chociaż tak bardzo lubię odręczne notatki, że chyba mi się to nie uda.. Ale wracając już do moich zakupów, to kupiłam dość sporo, ale wszystko przydatne i tylko czeka aż wykończę aktualnie używany produkt, także zapasów nie narobiłam 😉

SYLVECO

Pierwszym odwiedzonym przeze mnie stoiskiem było Sylveco i to właśnie tam zrobiłam największe zakupy. Oczywiście trzeba było odstać swoje w kolejce, ale w ciągu maksymalnie 10 minut byłam „już” obsługiwana. Jako że był to sam początek to moje pokłady cierpliwości były jeszcze dość duże, więc czekanie mało mi przeszkadzało, a miałam wolny czas, żeby razem z mapką się zorganizować. Może zastanawiacie się, po co poszłam do Sylveco, które jest dosłownie wszędzie, to muszę się Wam przyznać, że bardzo lubię kupować ich produkty na tych targach, bo mają naprawdę dobre ceny! Także już Wam pokazuję, co kupiłam.

Ziołowy płyn do płukania jamy ustnej

Jest to już moje kolejne opakowanie tego produktu, bardzo się polubiliśmy. Daje przyjemne orzeźwienie, jednak nie oczekujcie tu uderzenia świeżości na miarę Winterfresh’a 😉 jest to dużo delikatniejsze uczucie i nie utrzymuje się bardzo długo. Jak na razie nie udało znaleźć mi się lepszego płynu, który dodatkowo miałby niższą cenę, więc pozostaje moim numerem jeden, chociaż nie przestaję szukać.

Naturalna pasta do zębów

Pastę postanowiłam kupić trochę przy okazji płynu do płukania, ale już nie mogę się doczekać jej użycia, bo zapach mięty jest wyczuwalny nawet przez zapieczętowany korek i zamknięty karton, także spodziewam się, że będzie sztos. Ta pasta sama sobie zawiesiła wysoką poprzeczkę 😉

Łagodzący krem BB z SPF 15

Miałam kiedyś próbkę tego kremu i wydawało mi się, że jest dla mnie zbyt ciemny, więc na stoisku chciałam wziąć tylko próbkę jaśniejszego, ale jak widzicie jakimś cudem wylądowałam z całym opakowaniem i do tego w wersji ciemniejszej! Ale najpewniej ostatnim razem brałam po prostu zbyt dużą ilość produktu, przynajmniej tak wywnioskowałam po rozmowie z obsługującą mnie panią.. Także zobaczymy, czy dobrze zrobiłam, że jej zaufałam.

Peeling do ciała

Parę peelingów do ciała od Vianka już miałam, ale było to dobrych parę lat temu, jeszcze wtedy sprzedawali je w pojemności 150 ml w tej samej cenie. Postanowiłam wrócić do nich i zobaczyć, czy oprócz pojemności zmieniło się coś jeszcze. Dodatkowo ma to być wersja najbardziej nawilżająca, co bardzo by mi odpowiadało, ponieważ po peelingu zwykle nie chce mi się już nakładać żadnego balsamu. Tak, jestem leniwcem 😉

Brzozowa pomadka ochronna

Tę pomadkę kupiłam z myślą o moim mężu i to głownie on jej używa, ja ją tylko czasami podkradam jak chwilowo zapodzieję gdzieś swoją. Dla mnie jest to typowa pomadka ochronna – nawilża, zabezpiecza usta i ładnie je wygładza. Jednakże dla nas najważniejsze jest jej działanie przeciwopryszczkowe. Początkowo nie wierzyłam, że jakaś tam pomadka za 10 złotych w tym pomoże, a tym bardziej mój sceptyczny mąż. Jednak niezaprzeczalnym faktem jest to, że odkąd jej używa, czyli jakieś 6 miesięcy opryszczka nie pojawiła mu się ani razu! Także jeśli borykacie się z tym problemem to warto spróbować 😉

Maseczki Duetus i Vianek

Jako ostatnie do mojego koszyka trafiły dwie maseczki oczyszczające od Duetusa, które baaardzo ale to baaardzo lubię, oraz jedna maseczka normalizująca od Vianka mająca mieć działanie podobne do tej z Duetusa, więc zobaczymy, która jest lepsza, a jako ostatnią wybrałam wersję ujędrniającą.

Na stoisku Sylveco zapłaciłam za wszystkie produkty 95zł, dodatkowo okazało się, że pomadka była upominkiem, a w formie gratisu za wydaną kwotę dostałam również płócienną torbę. Z jednej strony ucieszyłam się z niej, jednak z drugiej mam już tyle tych toreb, że chyba zacznę je rozdawać rodzinie i znajomym 😉

AMILIE MINERAL COSMETICS

Już od jakiegoś czasu korciło mnie, żeby wypróbować inne minerały niż te z  Annabelle Minerals, jednak bardzo zniechęcała mnie konieczność dobierania odpowiedniego koloru, szczególnie przez internet, gdzie te kolory są trochę przekłamane, więc trzeba zamówić milion próbek, z którymi później nie wiadomo co zrobić. Z tego powodu, gdy zobaczyłam, że praktycznie nie ma kolejki do Amilie, postanowiłam wypróbować kosmetyk od nich. Pani dobrała mi kolor Summer Sand, na teraz i na lato może będzie dobry, bo jestem trochę opalono, jednak na inne pory roku wydaje mi się, że będzie trochę zbyt ciemny. Jednak byłam niezadowolona z samego procesu dobrania koloru. Ja rozumiem, że aby wybrać dobry kolor to trzeba zmyć to co się ma na twarzy i będę tutaj szczera, nie zamierzałam iść do nich, ale w sumie „trafiło” mi się to niejako po drodze, więc byłam lekko umalowana kremem BB i różem 😉 Pani nic nie mówiąc wzięła mnie z zaskoczenia i zimnym płatkiem kosmetycznym przystąpiła do demakijażu części szyi i połowy policzka. Zrobiła mi przy tym taką ogromną dziurę w makijażu twarzy, bo tak naprawdę potrzebowała tylko ułamka tego co zmyła do posmarowania mnie podkładem, więc zostałam z połową policzka gołą.. Wiecie, ja nie mam pretensji o to, że zmyła ten krem BB z mojej twarzy, tylko o to, że w żaden sposób mnie nie uprzedziła co zamierza zrobić i wzięła mnie z zaskoczenia.  😉 Cała ta sytuacja zostawiła lekki niesmak, a na moim policzku dziurę, przez którą musiałam się wrócić do domu, bo nie miałam żadnych makijażowych kosmetyków ze sobą, a byłam umówiona. Także mam nadzieję, że jakość minerałów zrekompensuje mi tę lekką niedogodność 😉 Przy okazji targów była 10% zniżka, więc za 7g zapłaciłam 44,91 zł.

POLNY WARKOCZ

Do marki Polny Warkocz przekonałam się stosują ich tonik-esencję z mleczkiem pszczelim. Początkowo byłam rozczarowana tym produktem, jednak okazało się, że jest on cudowny i do tej pory jest jednym z moich ulubionych toników. Do Polnego Warkocza na następnych targach raczej już nie wstąpię, ponieważ ceny na ich stoisku są wyższe niż w drogeriach internetowych. Skusiłam się tylko dla tego, że nie planowałam zakupów przez internet w najbliższym czasie, a zakupy staram się robić na taką kwotę, żeby nie płacić za wysyłkę (taka troszkę cebula 😉) i dodatkowo stojąc w kolejce do stanowiska Sylveco dosłownie stałam przed Polnym Warkoczem. Zakupów jak najbardziej nie żałuję i jeśli jeszcze tej marki nie znacie, to prędko się z nią zapoznajcie! Mają bardzo fajne składy, opakowania z ciemnego szkła, dobre ceny i śliczną szatę graficzną.

Esencja kojąca złoty korzeń

Producent zaleca ten produkt osobom ze skórą normalną i wrażliwą. Ja nie jestem zbyt wrażliwa, a przynajmniej nie moja skóra, ale z pewnością delikatny produkt nie zaszkodzi mojej cerze, a nawet powinien jej pomóc.  Ja ten produkt mam zamiar stosować po prostu jako zwykły tonik.

Rumiankowa esencja micelarna

Płyn micelarny zrobiony z połączenia wody z hydrolatem z rumianku rzymskiego ma prosty, ale dobry skład. Nie powinien podrażniać skóry, ponieważ ma prosty skład, a także zawiera łagodzący panthenol. Bardzo podoba mi się jego szata graficzna, jest prosta, ale w tej prostocie właśnie tkwi jej piękno.

Podsumowując na stoisku Polnego Warkocza wydałam 25 złotych. Wiem, że jeśli ceny zostaną bez zmian, to na targach już do nich nie wrócę, bo ceny wcale nie są atrakcyjne,ale same produkty są jak najbardziej warte uwagi.

ANNABELLE MINERALS 

Tym razem minerałom od Annabelle postanowiłam dać spokój, w domu mam jeszcze ich podkład i puder, ale postanowiłam skorzystać z okazji i kupić dwa pędzle. Pierwszy z nich służy do nakładania różu, jest dość zbity, ale przy tym bardzo mięciutki, natomiast drugi to flat top, który będzie mi służył do nakładania podkładu mineralnego. Nie wiem czemu, ale spodziewałam się, że pędzle będą trochę większe, a właściwie dłuższe. Ich długość jednak w żadnym stopniu nie wpływa na zadowolenie z ich użytkowania. Tak po babsku to muszę przyznać, że te pędzle niesamowicie mi się podobają, bardzo do mnie przemawia wykorzystanie drewna w produktach. Jednak przechodząc do bardziej przyziemnych tematów, to na stoisku był rabat 10% dzięki czemu za pędzle zapłaciłam 59,22 zł.

DROGERIA MATIQUE

O to stoisko dosłownie zahaczyłam w desperackiej drodze do wyjścia, ponieważ napierający zewsząd tłum zaczął przesadnie mnie otaczać. Postanowiłam kupić u nich polecany filtr z Madary, nie dość że to moje pierwsze zakupy w tej drogerii, to jeszcze pierwszy kosmetyk tej firmy 😊 przy okazji miałam okazję sprawdzić kolor ich kremu CC (zdecydowanie za ciemny!) oraz spojrzeć na filtr przeznaczony wyłącznie do twarzy. Jednak przy ostatecznym wyborze zdecydowały kwestie finansowe i praktyczne, więc zdecydowałam się na krem Madara Plant Stem Cell Antioxidant, który przeznaczony jest od twarzy, ciała i rąk, ma 100 ml i kosztował na promocji 66,40. Natomiast wersja Madara Age Defying Sunscreen ma zaledwie 40 ml, a kosztowała 102 zł. Także widzicie, że różnica jest ogromna, zwłaszcza, gdy pod uwagę weźmiemy jego pojemność! Dodatkowo krem, który kupiłam mogę wykorzystać również do ciała, a nie tylko do twarzy. Podsumowując zapłaciłam 66,40 zł, dostałam próbkę żelu pod prysznic, kremu do twarzy oraz olejowego serum. Panie na stoisku były bardzo miłe i pomocne, myślę, że będę robić u nich zakupy od czasu do czasu 😊

WRAŻENIE O TARGACH

Jestem bardzo szczęśliwa widząc, że powstaje coraz więcej wydarzeń dla „zwykłych ludzi” promujących naturalną pielęgnację i zdrowe podejście zarówno do siebie samego, jak i do naszego środowiska. Z tego powodu tłumy obecne na targach w Warszawie z jednej strony bardzo cieszą, szczególnie że przed otwarciem ustawiła się ogromna kolejka do wejścia na targi. Jednak z drugiej strony w moim odczuciu miejsce, w którym cała impreza się odbywa jest zbyt małe, albo wystawców jest zbyt wielu. Przejścia pomiędzy poszczególnymi stoiskami są bardzo wąskie i tak naprawdę swobodnie, bez przeciskania się może nim przejść tylko jedna osoba na raz. A teraz dodajcie do tego osoby z dziećmi w wózkach i psami (szczerze to zupełnie tego nie rozumiem!) i w rezultacie przemieszczanie się po hali jest bardzo męczące. Do tego przez małą ilość miejsca ma się poczucie, że tych osób jest jeszcze więcej niż w rzeczywistości, bo z każdej strony ktoś Cię popycha, szturcha, przeciska się dalej. Co więcej po odnalezieniu interesującego Cię stoiska zwykle zastajesz ogromne kolejki, szczególnie do tych bardziej popularnych marek takich jak Resibo, Annabelle Minerals, czy sklep napieknewlosy.pl i przyjemność z takiego super wydarzenia jest odebrana. Oczywiście kolejki do marek już rozpoznanych powodują, że mamy okazję lub poniekąd jesteśmy zmuszone, do poznania mniejszych, dopiero rozpoczynających marek. Jednak w takim tłumie i ścisku już po 30 minutach myślę wyłącznie o wyjściu, bo czuję się zbyt przytłoczona, a nie o poznaniu nowego produktu. Takie tłumy były na obu edycjach, w których uczestniczyłam, a za każdym razem poszłam o różnych porach. W związku z tym postanowiłam, ze na przyszłą edycję już raczej nie pójdę, chyba że pojawię się tuż przed zamknięciem, jednak tutaj obawiam się braku interesujących mnie produktów.  Kolejnym rozwiązaniem może być podróż do Gdańska lub Poznania, gdzie przy okazji targów zrobię sobie wycieczkę. Do końca jeszcze nie jestem zdecydowana co wybiorę, ale do następnej edycji jest jeszcze trochę czasu. Kolejną kwestią są dla mnie ceny produktów. Nie wiem jak Wam, ale mnie targi zawsze kojarzyły się z dobrymi cenami, przecież wystawcy chcą się pokazać i sprzedać jak największą ilość produktów. Jednak podczas Ekocudów największy rabat na jaki można liczyć wynosi 20%, a i tak jest on ogromną rzadkością. Większość wystawców daje symboliczne 5 lub 10%, ale jest też dość spora grupa sprzedająca swoje produkty w cenach oryginalnych, przez co bardziej opłaca się pilnować internetowych promocji, niż kupić coś na takich targach.

KOSZTY

Na targi przyjechałam samochodem, wiem, że mało ekologicznie, ale to rozwiązanie było dla mnie najwygodniejsze. Oczywiście nie udało mi się znaleźć bezpiecznego miejsca parkingowego przed Centrum Konesera, które byłoby bezpłatne, a nie chciałam stawać po krzakach, na ulicy, czy chodniku w sposób utrudniający poruszanie się pieszym, więc zaparkowałam na podziemnym parkingu. Za około 40 minut postoju zapłaciłam 4 zł. Ja widzicie na zdjęciach paragonów w Sylveco zapłaciłam 95 zł, Amilie 44, 91 zł, Annabelle Minerals 59,22 zł, Polny Warkocz 25 zł i w Drogerii Matique 66,40 zł, co daje kwotę 290,53 zł. Wyszło całkiem sporo, ale też ilość produktów jest duża. Podsumowując ja z moich zakupów jestem bardzo zadowolona, chociaż żałuję, że nie udało mi się paru rzeczy kupić, ale nie chciałam już wracać do paszczy lwa 😉

A Wy byłyście na Ekocudach? Lubicie takie wydarzenia? Co myślicie o moich zakupach?

Do zobaczenia następnym razem,

Aga

 

Denko październik

Denko październik

Początek mojego blogowania postanowiłam zacząć od końca. Od końca kosmetyków, które skończyłam w październiku. Zanim zaczęłam zbierać puste opakowania patrząc na zdjęcia zapełnione pustymi słoiczkami zastanawiałam się jak można zużyć aż tyle produktów w jednym miesiącu! I choć nadal wykorzystanie trzech żeli pod prysznic o…

Zaczynamy!

Zaczynamy!

Mówi się, że zawsze musi być ten pierwszy raz, a dzisiaj właśnie taki dzień nastał i dla mnie. Jest to pierwszy wpis na moim blogu („mój blog” jak to dumnie brzmi.. 😉). Mam nadzieję, że spodoba Ci się świat pokazywany moim okiem. Na blogu planuję…