Denko maj

Denko maj

Nadrabiania zaległości ciąg dalszy, także tym razem przychodzę do Was z moimi zużyciami z maja. Ponownie trochę się tego zebrało, także bez zbędnego przedłużania zapraszam do lektury 😊

Szampon do włosów – Biolaven

Bardzo lubię kosmetyki z Biolavenu, uważam, że mają cudowny zapach, chociaż wiem, że nie wszystkim on pasuje, jednak dla mnie lawenda połączona z winogronami jest spełnieniem marzeń 😀 Co do samego szamponu, jest bardzo łagodny, dobrze mył skórę głowy, a piany, którą robił nie powstydziłby się nawet żaden drogeryjny szampon z SLS. Polubiliśmy się z tym produktem, chociaż miałam wrażenie, że gdyby nie odżywki, które i tak muszę stosować przy moich kręconych włosach, to włosy po nim byłyby trochę tępe i plączące się. Jednak u mnie nic takiego się nie działo. Fajny produkt, po prostu 😊

Łagodzący peeling do skóry głowy – Vianek

O konieczności stosowania peelingu skalpu mówi się coraz częściej i bardzo dobrze! Jeśli jeszcze tego nie robicie, to koniecznie musicie wypróbować 😊 peeling ma trochę konsystencję miękkiego masła, w którym zatopione są drobinki cukru. Delikatnie złuszcza martwy naskórek, łatwo się wypłukuje, a drobinki cukru podczas masażu roztapiają się. Lubiłam ten produkt, chociaż nie do końca pasuje mi ten sposób aplikacji, ale przy takiej konsystencji ciężko było wymyślić coś innego 😉 mam nadzieję, że coraz więcej firm zacznie produkować peelingi do skalpu z ładnymi składami! A ten polecam w szczególności osobom, które dopiero zaczynają z peelingowaniem skóry głowy.

Maska Smooting Treat z awokado – Garnier

Maskę tę kupiłam podczas wakacji za granicą jako ciekawostkę, ponieważ u nas takiej wersji jeszcze nie ma, ale kto wie, może w najbliższym czasie się pojawi.. Kupiłam wersję mini, jest tu zaledwie 100 ml, jednak starczyła mi na kilka użyć i jak na razie to chyba jest moja ulubiona wersja odżywek z serii Hair Food! Jeśli podczas wakacji będziecie ją gdzieś widziały, koniecznie próbujcie. Ja trochę żałuję, że wzięłam takie małe opakowanie. Skład oczywiście jest bez zarzutu 😊

Lipowy płyn micelarny – Sylveco

Jeden z moich ulubionych płynów micelarnych! Domywa dosłownie wszystko, chociaż nie wykonuję nigdy jakiegoś bardzo mocnego makijażu, ale radzi sobie bardzo dobrze. Oczy nie szczypią, jest całkiem wydajny, a zapach jest bardzo delikatny. Obecnie stosuję oleje do demakijażu, więc płyny micelarne poszły trochę w odstawkę, chociaż lubię mieć jakiś płyn micelarny w domowej kosmetyczne, tak żeby domyć jakieś oporne resztki makijażu, eyeliner lub tusz jak mi się ręka ruszy nie tam gdzie trzeba 😊

Wolf Power – Natura Siberica

Krem do twarzy dla mężczyzn, chociaż kobietom wąsy i broda też od niego nie wyrosną.. Całkiem sympatyczny, gęsty krem do twarzy. Mój B. przygodę z systematyczną pielęgnacją twarzy zaczął właśnie od tej serii. Początkowo się śmiał z Siły Wilka, czy Orlego Spojrzenia, ale nie zmieniło to faktu, że dużo chętniej dzięki temu się smarował. Także jeśli chcecie zachęcić Wasze połówki do naturalnej pielęgnacji polecam zacząć właśnie od tej serii, dodatkowo ceny są typowo drogeryjne, także zmiany panowie nie powinni odczuć żadnej.

Nawilżająca pianka do cery suchej – Eo Laboratorie

Ta pianka to prawdziwy sztos! Mój hit nad hity!! Totalne cudo! Jest bardzo delikatna, ale bardzo ładnie oczyszcza. Piana, która się tworzy jest jak bita śmietana, nie pęka szybko, nawet przy użyciu szczoteczki sonicznej. Zdecydowanie będę wracać do niej, chociaż na razie postanowiłam zamówić inne wersje z tej firmy i je sobie porównać. Nawet mój mąż ją polubił do tego stopnia, że po jej wykończeniu kupiłam żel do twarzy był bardzo rozczarowany i stwierdził „To już nie ma pianki? Może jakąś kupimy?”. Niech to będzie najlepsze polecenie 😉

Skin Food – Weleda

Ten krem kupiłam głównie z myślą o moim mężu i jego suchej skórze. Chociaż mi też zdarzyło się go użyć jako kremu-maski na noc, czy posmarować nim sobie stopy i łokcie. W obu przypadkach rezultaty były bardzo fajne, chociaż od codziennego stosowania tego kremu odstrasza mnie trochę jego gęsta konsystencja, która raczej bardziej przypomina tłustą i tępą maść apteczną, a nie krem. Dodatkowo dochodzi do tego jeszcze dość specyficzny ziołowo-cytrusowy zapach, mnie on ani jakoś bardzo nie przeszkadzał, taki jest jeszcze do zniesienia. Przed tym kremem mieliśmy Krem SOS od Resibo, jednak B. stwierdził, że Weleda jest lepsza, bo lepiej nawilża i na dłużej, ale ma gorszą konsystencję.

Bath&Masage Oil – Organique

Olejek dostałam w prezencie i jakoś opornie szło mi jego zużywanie, ponieważ na samym początku ciężko mi się było przemóc, aby wlać go do wanny, było mi go po prostu i zwyczajnie szkoda! W związku z tym 1/3 została zużyta jako olejek do masażu i tutaj sprawdził się bardzo fajnie, dawał dobry poślizg, nie wchłaniał się zbyt szybko, dzięki czemu można było wykonać dłuższy masaż. Później, jako że termin ważności już gonił, zaczęłam dodawać go w małych ilościach do kąpieli. Tutaj też się dobrze sprawił, jednak wychodząc z wanny trzeba było uważać na jej śliskie dno. Ja już tego produkt więcej nie kupię, ale to głownie dlatego że po prostu nie mam zapotrzebowania na olejki do masażu, a poza tym bardzo łatwo taki kosmetyk zrobić sobie samemu.

Rewitalizujący peeling do ciała – Naturativ

Cudów się nie spodziewałam od tego peelingu, a okazało się, że został jednym z moich ulubionych! Ma bardzo ładny cytrusowy zapach i bardzo gęstą konsystencję przypominającą bardziej krem niż peeling. Mnie bardzo odpowiada jego formuła, ponieważ zostawia on na ciele tłustą powłoczkę i warstewkę, dzięki czemu nie trzeba używać już balsamu, a rano jeszcze czuć to nawilżenie. Myślę, że jest to uczucie, które wolę bardziej zimą niż latem, także bardzo prawdopodobne, że na chłodny czas ponownie się w niego zaopatrzę.

Krem na dzień/noc z opuncją figową – Bielenda Botanic Spa Rituals

Mój kolejny ulubieniec się skończył niestety w tym miesiącu! Ten krem stosowałam tylko w nocy, na dzień był dla mnie za treściwy, ale jeśli macie suchą skórę, polecam go wypróbować. Kremik cudownie nawilża, skóra po nim jest nawilżona, mięciutka i dopieszczona. Kosmetyk ma też dość gęstą, lecz kremową konsystencję, przez co bardzo dobrze się go rozprowadza na twarzy, a jednocześnie wszystko szybciutko się wchłania. Do tego ma bardzo przyjemny zapach i daje poczucie nawilżenia. Myślałam, że ciężko będzie przebić krem na noc od Organic Surge, a tu Bielendzie się udało to bez problemu i to jeszcze w dobrej cenie 😊

Miejski krem ochronny – Resibo

Krem kupiłam typowo z przeznaczeniem na zimę, aby chronić się przed wszechobecnym smogiem panującym w mieście. Jednak tę właściwość dość ciężko jest zmierzyć, wydaję mi się jednak, że rzeczywiście może stwarzać jakąś barierę, chociażby fizyczną. Jeśli chodzi o jego właściwości to u mnie i u mojego B. krem się sprawdził świetnie! Szybciutko się wchłaniał, nie zostawiał tłustej, ani klejącej warstwy na twarzy. Buzia się po nim nie świeciła, ani nie pojawiły się dodatkowe niedoskonałości. Super sprawdził się również pod codzienny makijaż dogadując się również z minerałami, daje lekko satynowe wykończenie. Ogólnie dobry krem, chociaż nie jest tak, że już nie wyobrażam sobie bez niego mojej pielęgnacji, a moja skóra wręcz o niego błaga 😉 w sam raz na raz..

Miętowa pasta do zębów – Alterra

Bardzo fajny produkt do higieny jamy ustnej. Zęby są czyste, oddech nawet odświeżony, chociaż nie spodziewajcie się mroźniej świeżości 😉 Ta pasta to dla mnie pod względem konsystencji bardziej krem, który w ogóle się nie pieni, jednak robi swoją robotę, do tego jest tania oraz łatwo dostępna. Smak wcale nie jest jakiś zły, ale też nie wspaniały, taki ziołowy bardziej. Smak jednak znika już po kilku minutach po umyciu zębów. Muszę przyznać, że jednak będę dalej szukała mojego ideału, bo czegoś mi w niej brakowało, jednak nie jestem w stanie powiedzieć czego. Pewnie jeszcze nie raz do niej wrócę, ale to z powodu na jej super dostępność i cenę.

Wygładzające serum Figa – Mokosh

Jakoś nie mam zbytniego szczęścia do serum z Mokosha. Liposomowe mnie uczuliło, a to w sumie nie zdziałało zbyt wiele niestety. Nie zauważyłam zbytniej poprawy, skóra jaka była, taka pozostała. Serum miało olejową konsystencję i ładny zapach, ale niestety to wszystko. W sumie dobrze, że nie pogorszyła stanu cery. 😉  Nie zrażam się jednak i będę próbować z innymi wersjami.

Brzozowa pomadka ochronna – Sylveco

Pomadki ochronne to u mnie w domu totalny standard. Każdy ma swoją, plus zwykle jest jeszcze jedna domowa, tak żeby nie trzeba było nic wyciągać z torebek, czy plecaków. Tej wersji akurat najczęściej używa mój mąż, który zmaga się z opryszczką. Jednak odkąd zaczął stosować tę pomadkę, opryszczka mu się już nie pojawiła. Kiedyś myśląc, że nawet jak przestanie jej używać efekt się nadal utrzyma, zrobił sobie przerwę i od razu zaczęła mu wychodzić opryszczka. Także jeśli macie ten problem koniecznie wypróbujcie! Dodatkowo daje efekt nawilżenia ust, chroni je przed wiatrem i mrozem, nie dając przy tym zbyt mocnego połysku, co w przypadku mężczyzn może być dużym plusem.

Błękitna glinka wałdajska ze srebrem – Fitocosmetik

Dla mnie ta glinka to zupełna porażka! Bardziej przypomina mi drobno zmielony piasek niż glinkę. Gdyby na opakowaniu nie było napisane, że to glinka błękitna, to byłaby święcie przekonana, że jest on czarna! Działanie miała bardzo słabe, także temu produktowi mówię zdecydowane NIE!

Olej z zielonej herbaty – EcoSpa

Ten olej dostałam kiedyś jako gratis do mojego zamówienia. Wykorzystałam go do zrobienia swojego domowego serum olejowego i dodawałam do maseczek. Nie zrobił na mnie jakiegoś specjalnego wrażenia, także raczej już więcej go nie zamówię.

Eukaliptusowy olejek eteryczny – Etja

Uwielbiam olejki eteryczne tej firmy, mają bardzo intensywne zapachy, które dość długo się utrzymują. Całkowicie im ufam, również w ich jakość. Praktycznie wszystkie olejki eteryczne jakie mam, są właśnie z Etja. Natomiast eukaliptusowy olejek eteryczny w całości został zużyty do inhalacji w okresie chorobowym.

Olej  z czarnuszki – Olejowe Smaki

Olejowe Smaki poznałam na Ekocudach, gdzie kupiłam właśnie ten olej z czarnuszki oraz olej lniany. Wszystko tak jak powinno być, czyli z lodóweczki pod ladą. Dodatkowo wszystkich olejów można było spróbować, a do tego pani sprzedała nam patent na jedzenie tego oleju! Najlepiej wafel posmarować miodem i na to dać olej. Prawdziwy game changer 😀 ale z kosmetycznych zastosowań to super nadaje się do olejowania problematycznej skóry głowy, a nawet do olejowania moich loczków. Świetnie się sprawdził, na pewno jeszcze z Olejowych Smaków będę coś kupować!

Olej neem – Calaya

Kolejny olej funkcyjny, który wykorzystałam głównie do olejowania skóry głowy mojego męża, ponieważ cały czas walczymy z jego ŁZS. Olej zdecydowanie pomagał, chociaż jego największą wadą jest jego zapach, który było czuć nawet po zemulgowaniu go odżywką i umyciu głowy szamponem. Musicie rozważyć, czy jego zalety przeważają nad delikatnym smrodkiem 😉 w maseczkach na twarz się sprawdzał i mam wrażenie, że trochę wyciszał zmiany na twarzy.

Olej z alg laminaria – EcoSpa

Kocham oleje z alg! A właściwie jest to połączenie ekstraktu olejowego z alg z olejem z pestek winogron 😉 cudownie nawilża, napina, ujędrnia, działa antycellulitowo w tym zakresie dużego szału nie ma, chociaż zdecydowanie zauważyłam poprawę. Używałam go solo, zrobiłam też domowy olejek oraz masło. I tę ostatnią formę lubię najbardziej.

Jak Wam się podobają moje zużycia?

Do zobaczenia następnym razem!

Aga



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *