Denko czerwiec

Denko czerwiec

Mamy początek, więc przyszedł już najwyższy czas, żeby pokazać Wam kosmetyki, które udało mi się zużyć w.. CZERWCU! Na szczęście jestem już coraz bliżej wyrównania mojego poślizgu i mam nadzieję, że jak najszybciej uda mi się opisać moje zużycia zarówno z lipca, jak i z sierpnia. Także trzymajcie za mnie kciuki 😀 a tymczasem przechodzę do denka 😉

Lekki krem rokitnikowy – SYLVECO

Moje doświadczenie z tym kremem to taka relacja love-hate. A może bardziej hate na początku, a po dwóch tygodniach był jednak totalna miłość 😀 przykład tego kremu idealnie mi pokazuje, że nie należy oceniać kosmetyków jedynie po paru użyciach, a trzeba dać im szansę w pełni rozwinąć swoje skrzydła 😉 uwielbiam ten krem za lekką konsystencję, szybką wchłanialność i delikatnie żółte zabarwienie, które świetnie się stapia z moją skórą. Dodatkowo ładnie nawilża, dobrze sobie radzi również jako baza pod makijaż. Zapach jest trochę specyficzny, ale da się przemęczyć 😉

Esencja kojąca złoty korzeń i czerwony mak – POLNY WARKOCZ

Bardzo przyjemny produkt, ładnie koi cerę, delikatnie ją nawilża i tonizuje przywracając odpowiednie pH. Chociaż jednak moim ulubieńcem nadal zostanie wersja z mleczkiem pszczelim..  Dużym plusem tego produktu jest szklane opakowanie i przystępna cena. Od siebie dodałabym jedynie atomizer, aby wytworzyć cudowną mgiełkę, dlatego po prostu w domowym zaciszu zmieniłam zakrętkę na taką z atomizerem 😉

Malinowy balsam do ust – FRESH & NATURAL

Jaki to był cudowny produkt! Z resztą chyba widać po stanie opakowania, że nie miał łatwo i był nieźle wymęczony.. Ilość tego masełka połączona z jego wydajnością tworzą produkt wręcz nie do zużycia! Ja go stosowałam głownie jako balsam do ust i dawał cudowny połysk na ustach, bardzo podobny do błyszczyka, a nawilżenie zapewniał w gratisie 😉 kiedyś zostawiłam go w domu u rodziców i okazało się, że mama używa go do demakijażu ust i tych super-trwałych pomadek, a brat do pielęgnacji skóry z tatuażem. Także jak widzicie produkt super wydajny, a do tego wielofunkcyjny i tani 😀 nic tylko kupować 😉

Mleczko do ciała len zwyczajny + rozmaryn – BIELENDA

Szczerze mówiąc, to taki mocno przeciętny produkt, po jego zużyciu nie czuję się zachęcona do wypróbowania reszty mleczek z tej serii, chociaż pewnie za jakiś czas to zrobię, żeby sobie porównać, czy wszystkie są tak średnie. Akurat ta wersja nawilżała, ale efekt utrzymywał się bardzo krótko, czasami nawet rano musiałam smarować się drugi raz, a bardzo rzadko czuję taką potrzebę przy stosowaniu innych produktów. Do tego pompka przestała działać przy 1/3 opakowania, także wydobywanie produktu ze środka nie było zbyt przyjemne, ani proste niestety..

Ziołowy płyn do płukania jamy ustnej – SYLVECO

Kolejne opakowanie tego płynu u mnie w domu, bardzo, bardzo go lubię! Smak jest słodko-odświeżający, niezbyt przypomina drogeryjne produkty tego typu. Efekt odświeżenia po nim nie jest długotrwały, jednak jak dla mnie wystarczający. Jak na razie jest to mój ulubiony naturalny płyn do płukania jamy ustnej.

Krem do depilacji Sensitive – ISANA

Jest to jedyny krem do depilacji jaki kupuję! Jeśli kończy się jedno opakowanie, to w zapasie mam drugie 😀 jestem z niego bardzo zadowolona, nie podrażnia, nawet gdy się go dłużej przytrzyma, co przy bardziej upartych włoskach polecam. Ja stosuję go głównie do depilacji rąk, na nogi trochę mi go szkoda, bo zbyt dużo bym go wtedy zużywała. Na promocji w Rossmannie kupuję kilka sztuk i mam spokój na jakiś czas 😊

Eliksr do włosów kręconych – BYDGOSKA WYTWÓRNIA MYDŁA

Przyjemna mieszanka olejów, która jednak u mnie szału nie zrobiła. Moje włosy ją polubiły, ale dzieci z tego nie będzie 😉 moje loczki bardziej się lubią z mieszankami mojej produkcji, także za tę dość wysoką cenę powrotu nie będzie, ale wiecie jak to jest! Każdy włos jest inny, także może się okazać, że dla Was to będzie mieszanka życia 😀

Szampon przeciwłupieżowy Siła Jelenia – NATURA SIBERICA

Wszystkie szampony z Natura Siberica, które dotychczas miałam bardzo się pieniły i w przypadku siły jelenia nie było inaczej. Serio, piany nie powstydziłyby się nawet szampony na SLS, czy SLES. Jeśli chodzi o jego działanie przeciwłupieżowe, to ciężko mi powiedzieć, bo go nie mam, natomiast B., który ma ŁZS całkiem go lubił. Nie podrażniał skóry głowy, nie powodował swędzenia, trochę przyczynił się do wyciszenia zmian, jednak działanie to nie było jakoś specjalnie spektakularne. Jeśli chodzi o jego wady, to butelka jest beznadziejna! Plastik jest tak gruby, że ciężko mi było butelkę nacisnąć, co szczególnie problematyczne było przy końcówce szamponu. Co więcej okazało się, że jest to bardzo niewydajny produkt, skończył się dużo wcześniej niż inne szampony o podobnej pojemności.

Wcierka anyż i lukrecja – SATTVA by AGNIESZKA NIEDZIAŁEK

Ta wcierka nie zrobiła na mnie ogromnego wrażenia, chociaż była bardzo przyjemna. Ja nie zauważyłam wysypu nowych włosków, a mój B. poprawy stanu skalpu. Jednak przyznam się bez bicia, że nie stosowaliśmy jej codziennie. Niestety skład wcierki został zmieniony i to na taki, którego nie polecam. Także zdecydowanie powrotu, ani kolejnych szans nie będzie. W takiej sytuacji bardzo się cieszę, że nie została ona moim ulubieńcem..

Pianka defined curls – PANTENE PRO-V

Ta pianka w żadnym wypadku nie jest produktem naturalnym, jednak jej używam. Moje kręcone włosy potrzebują mocnego utrwalenia, w innym wypadku wyglądam jak stara miotła.. z tego powodu w przypadku produktów do stylizacji włosów nie jestem aż tak restrykcyjna, jak w przypadku produktów do ciała, bo wiecie.. Włosy są martwe. Jeśli używam jakiegoś produktu, którego skład nie jest dobry, to zawsze Wam o tym wspominam, także się nie przejmujcie 😉

Szampon dodający objętości bio-papaja & bio-bambus – ALTERRA NATURKOSMETIK

Szampony z Alterry mają bardzo dużo zalet – są tanie, łatwo dostępne, mają dobre składy i zapachy. Wersja z papają szczególnie przypadła mi do gustu, dzięki jej żelkowej konsystencji i owocowemu zapachowi. Oczywiście moje włosy też go polubiły! Z racji tego, że jest to mocniejszy szampon, to używałam go średnio raz na dwa tygodnie. Włosy po nim były odświeżone, ładnie się układały i miałam wrażenie odbicia od nasady. Bardzo chętnie jeszcze wrócę do tego produktu!

Odżywka pomegranate & acai – PETAL FRESH

U mnie odżywki z Petal Fresh sprawdzają się po prostu średnio.. Miałam już chyba cztery i tylko z jednej byłam tak naprawdę zadowolona. Z tą było podobnie, niby narzekać zbytnio nie mogłam, ale szału też nie robiła. Zapach ma delikatny, ale całkiem przyjemny. W odniesieniu do wszystkich odżywek Petal Fresh (oprócz wersji przeciwłupieżowej w brązowej butelce) mogę powiedzieć, że pomimo swojej gęstej konsystencji bardzo dobrze się je wyciska z opakowania!

Papaya hair food – GARNIER FRUCTIS

Widzę, że wyszło mi dość włosowe denko 😉 ale one po prostu potrzebują dużo miłości i nawilżenia.. ta odżywka, w przeciwieństwie do Petal Fresha, sprawdziła mi się świetnie! Jak dotąd jest to moja ulubiona z całej serii! Cudownie pachnie, szkoda tylko, że zapach nie utrzymuje się u mnie jakoś bardzo długo.. włosy są po niej bardziej lśniące, dociążone, a skręt delikatnie podbity. Praktycznie za każdym jej użyciem miałam GHD (good hair day)! Bardzo chętnie będę ją kupować ponownie, tylko najpierw przetestuję pozostałe wersje z tej serii, może któraś okaże się jeszcze lepsza? 😉 a która jest Waszą ulubioną?

Cieszę się, że udało mi się skończyć ten wpis na dobrą nutę! Od razu jakiś humor lepszy zostaje 😉 jak widzicie nazbierało się trochę tych zużytych opakowań, ale głownie wykończyłam produkty włosingowe. Pamiętajcie tylko, że ja tych kosmetyków używam przez parę miesięcy, zanim trafią do denka! Nie jest tak, że to wszystko mi poszło w miesiąc! Gdyby tak było, to chyba bym chodziła codziennie z tłustymi włosami od odżywek i oleju!

Do zobaczenia następnym razem!

Aga



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *