Projekt denko sierpień

Projekt denko sierpień

Jakoś kiepsko mi idzie nadrabianie zaległości z projektu denko, tym razem jednak głęboko wierzę, że mi się uda! Jesteśmy już przy sierpniu, więc nie jest tak bardzo źle 😉 postaram się w tym miesiącu opublikować jeszcze moje zużycia z września i października, jeśli mi się uda, to od przyszłego miesiąca wyjdę już na prostą 😊 ale przejdźmy już do kosmetyków, bo trochę się ich zebrało, jak z resztą przy każdym moim denku..

Łagodząco-wygładzający peeling do ciała – Vianek

Bardzo przyjemny peeling do ciała! Skutecznie złuszczał martwy naskórek, jednocześnie zostawiając na skórze delikatną powłoczkę, ale ja akurat lubię ten efekt, chociaż wiem, że niektórzy go wręcz nie znoszą. Sam peeling ma konsystencję masełka, w którym zatopione są drobiny ścierające. Nie jest to bardzo mocny zdzierak, bez obaw! Nie podrapiecie sobie nim ciała, ale jednocześnie da się z niego wykrzesać całkiem niezłą moc przy mocniejszym masażu. Będę próbowała też inne wersje, a kto wie, może i tego niedługo wrócę z dużą chęcią.

Citrus 24 deo Roll On – Weleda

Niestety ale ten produkt całkowicie nie spełnił ani moich oczekiwań, ani de facto swojej roli, jako dezodorant.. Ten kosmetyk nie dość, że nie hamował powstawania nieprzyjemnego zapachu, to wręcz przykładał do jego pojawienia się bardzo dużą cegiełkę! Po jego użyciu przykry zapach pojawiał się szybciej niż bez jego użycia, nawet w chłodniejsze dni, o cieplejszych nawet nie będę wspominać.. Z lekkim bólem, bo nie lubię wyrzucać niewykorzystanych kosmetyków, ale w połowie opakowania trafił po prostu do kosza na śmieci..

Krem do depilacji Sensitive – Isana

Ten krem na stałe zagościł już w mojej domowej kosmetyczce jako mój ulubieniec w kategorii depilacja! Pisałam już o nim nie raz, dlatego teraz mocno się ograniczę 😉 jest to krem do depilacji, który nie śmierdzi, jest skuteczny (chociaż położona warstwa kremu nie może być zbyt cienka), nie powoduje podrażnień, nawet jak parę razy się zagapiłam i przekroczyłam rekomendowany czas, czego oczywiście nie polecam! Jednak ten krem stosuję tylko i wyłącznie do depilacji przedramion, ponieważ do depilacji nóg dużo bym go zużywała, a z ekologicznego punktu widzenia mało mi się to podoba 😉

Pasta do zębów – Elmex sensitive whitening

Chyba to klasyk wśród past do zębów, nie tylko tych naturalnych. Pamiętam jak mama zawsze mi mówiła, że to dobre pasty są. Składowo nie wszystkie obecnie mi odpowiadają, ale ta wersja jest jak najbardziej ok. W związku z tym co jakiś czas sobie do nich wracam. Tak, stosuję pasty z fluorem, używam też takich bez. Wszystko z umiarem i z głową 😉

Pianka do mycia twarzy anti age – Eo Laboratorie

Bardzo polubiłam się z piankami do mycia twarzy, obecnie to chyba mój ulubiony sposób oczyszczania buzi rano i wieczorem. Pianka Eo Labu tworzy bardzo zbitą pianę, wystarczy tylko jedna pompka, ale ja wolę dać półtorej, albo nawet dwie, bo wtedy mycie jest dla mnie jeszcze bardziej przyjemne. Ta pianka jest bardzo delikatna, nie powoduje ściągnięcia, a jednocześnie bardzo dobrze oczyszcza. Zapach nie jest przytłaczający, raczej delikatnie kwiatowy, ale szybko się ulatnia. Zdecydowanie będę wracać, to bardzo dobry produkt w przystępnej cenie.

Rumiankowa esencja micelarna – Polny Warkocz

Esencje Polnego Warkocza kocham miłością prawdziwą, a miałam je już wszystkie! Z tym płynem micelarnym nie było inaczej. Sprawdził się doskonale, nawet przy drogeryjnej pomadce długotrwałej, czym wprawił mnie w stan totalnego szoku! Świetnie zmywa makijaż, chociaż ja ostatnio wolę wykonywać demakijaż przy pomocy olejów. Jednak żeby wyrobić sobie o tym produkcie opinię, używałam go nie tylko do domywania resztek makijażu, ale również solo. Nie miałam żadnych zastrzeżeń co do jego działania. Na plus liczę mu także przystępną cenę i szklane opakowanie, bo niestety ale takich opakowań brakuje. Jednak ten płyn ma pojemność jedynie 100 ml, także jeśli zmywacie makijaż tylko płynem mineralnym, to ten dość szybko się skończy niestety.

Odświeżający tonik do twarzy – Feel Free

Z tym tonikiem miałam trochę przejść, ale żadne, jak się okazało, nie było jego winą. Po jakiś dwóch, czy trzech tygodniach zaczęła mnie piec twarz po jego użyciu, a że słyszałam o uczuleniach na ten produkt, byłam bardzo czujna na  jakieś anomalie, jednak okazało się, że moja twarz po prostu jest wrażliwa na peeling z dodatkiem kwasów. Po odstawieniu peelingu wszystko wróciło do normy. Tonik jest bardzo przyjemny, fajnie odświeża buzię, wyrównuje pH i przygotowuje są na dalsze kroki pielęgnacyjne. Trochę szkoda, że nie nawilża, ale producent wcale tego nie obiecuje, więc niczego się tu nie czepiam 😉 bardzo dobra drogeryjna propozycja.

Puder matujący – Annabelle Minerals

Podkłady od Annabelle lubię i to bardzo, jednak ten puder nie do końca spełnił moje oczekiwania, szczególnie w okresie letnim. Niestety mat nie utrzymywał się zbyt długo na mojej twarzy, nawet przy jednoczesnym stosowaniu podkładu mineralnego w formule matującej. Moja skóra potrzebuje czegoś mocniejszego, co utrzyma ją w ryzach przez dłuższy czas. Ten puder okazał się u mnie w sam raz na ram, nie był to jakiś bubel, ale też nie mam ochoty do niego wracać, taki przeciętniak, chociaż uważam, że powinien się lepiej sprawdzić o osób z cerą normalną.

Eyeliner – Couleur Caramel

Ekspertem w spawie eyelienerów nie jestem, bo ten tak naprawdę jest moim pierwszym, wcześniej nigdy żadnego nie miałam. Jednak ten jest bardzo dobry! Czerń jest jak smoła, nie wyciera się w ciągu dnia, ani nie kruszy. Nie wiem jak jest z trwałością w przypadku tzw. jaskółki, bo takiej nie robię, ale u mnie eyeliner trzyma się w nienaruszonym stanie, aż go nie zmyję. Niestety trafiła mi się sztuka z nierównym pędzelkiem i postanowiłam go przyciąć sama, co nie było najmądrzejszym posunięciem z mojej strony.. 😉 dlatego zamierzam go kupić raz jeszcze i wtedy dokładniej go przetestować.

Korektor – Couleur Caramel

Kolejny produkt od Couleur Caramel z którego jestem bardzo zadowolona! Korektor dobrze kryje zarówno cienie pod oczami, jak i niedoskonałości. Nie jest to krycie pełne, ale zadowalające średnie plus, które można trochę zbudować. Ma bardzo przyjemną i tłustą konsystencję, dzięki czemu bardzo łatwo i przyjemnie się go rozprowadza na twarzy. Ja najczęściej nakładałam go palcem, rzadko kiedy pędzelkiem. Poszukam jeszcze innych naturalnych korektorów, ale podejrzewam, że wrócę do tego z podkulonym ogonem.

Krem na dzień – Duetus

Mój totalny hit i letnie odkrycie! Uwielbiam ten krem na tyle, że mam już kolejny słoiczek, który tylko czeka na  wiosnę i lato, szczególnie gdy w ruch ponownie pójdzie krem z filtrem. Ten krem jest bardzo lekki, daje delikatne nawilżenie, a co najważniejsze matowi cerę, nawet jeśli nałożę na niego krem z filtrem! Uwielbiam go, szczególnie że do tego wszystkiego jeszcze reguluje moją kapryśną ostatnio cerę.. 😊 totalny ulubieniec

Serum pod oczy – Be Organic

Oj z tym serum pod oczy niestety się nie polubiłam. Samodzielnie stosowane nadawało się pod makijaż, bo było bardzo lekkie, ale na noc solo nie dało się go użyć, miałam wtedy wrażenie, że robi dokładnie nic.. najlepiej sprawdził się jako podkład pod inne produkty, wtedy trochę podbijał ich działanie, ale jak się skończył, nie odczułam jego braku w mojej kosmetyczce. Musicie wiedzieć, że jest to bardzo duży produkt, ma aż 50ml, co na kosmetyk do oczu jest ilością wręcz nie do zużycia. Z tego powodu nakładałam go również na twarz w formie serum, ale tu swoim działaniem też mnie nie zachwycił. Dla mnie to serum okazało się po prostu zbędnym kosmetykiem, po którym nie płaczę, a wręcz cieszę się, że już się skończył, bo swoją ogromną pojemnością bardzo mnie zmęczył. Zdecydowanie nie będzie powrotu.

Odświeżająca maska do twarzy – Czarszka

Bardzo fajna maseczka w proszku! Plus za szklany słoiczek i przyjemny zapach pomimo obecności spiruliny w składzie.. 😉 maseczka dobrze się rozprowadza na twarzy, chociaż do jej rozrobienia potrzebuję dwa razy więcej produktu niż zaleca Czarszka. Jednak buzia po jej zastosowaniu jest miękka, odświeżona i promienna, a nawet trochę załagodzona. Stosowanie tej maseczki było czystą przyjemnością i może jeszcze kiedyś przy okazji zakupów wpadnie do mojego koszyka.

Extra Aloe Dermo Gel – Equilibra

Świetny żel aloesowy bez zbędnych dodatków. Bardzo go lubiłam stosować jako podkład pod olejowanie włosów, chociaż dobrze się też sprawdził na podrażnienia, jako dodatek do domowych maseczek, czy serum do twarzy. Żel aloesowy ma tak wiele zastosowań, że warto mieć taki uniwersalny produkt w swojej kosmetyczce. Z pewnością się nie zmarnuje. Zdecydowanie to nie moje ostatnie opakowanie tego produktu!

Ajurwedyjski tonik do włosów – Orientana

Ciągle szukam wcierek z ładnymi składami i bez zbędnych dodatków, jednak bardziej niż na przyśpieszeniu porostu włosów zależy mi na właściwościach normalizujących i łagodzących, a to dlatego że mój B. ma łzs, a co za tym idzie, bardzo wrażliwą skórę głowy. Ja się zawsze dołączam do stosowania każdej wcierki, ale zazwyczaj nakładam ją tylko przed myciem włosów. Jednak każda nowa wcierka porównywana jest to normalizującego toniku-wcierki od Vianek, która u nas jest absolutnym hitem! Wpływa ona zarówno łagodząco na stan skóry głowy, jak i na porost włosów. Ta niestety lepsza się nie okazała, żadne z nas nie zaobserwowało oczekiwanych rezultatów, choć muszę przyznać, że nie stosowałam się dokładnie do zaleceń producenta. 

Emolientowa róża – Anwen

To moja ulubiona odżywka, szczególnie z kategorii tych emolientowych! Moje włosy ją uwielbiają, mam nawet wrażenie, że piją ją zaraz po nałożeniu! Zawsze mam po niej podbity skręt, włosy się bardziej błyszczą i są delikatnie odbite od nasady. Przeszkadza mi w niej jedynie bardzo mocny zapach róży, który utrzymuje się na włosach również na następny dzień, a moje włosy raczej nie przyjmują zapachów odżywek.. do tego róża nie jest moim ulubionym aromatem, jednak działanie ubóstwiam na tyle, że mam już kupione kolejne opakowanie. Wszystkim wysokoporom i średnioporom polecam z całego serca, bo bardzo ciężko jest o odżywkę czysto emolientową o ładnym składzie bez dodatku chociażby gliceryny, czy też ekstraktów. Aa prawie bym zapomniała! Konserwantem użytym w tym produkcie jest phenoxyetanol, zwykle go unikam, jednak nakładany na włosy wcale mi nie przeszkadza. 😉

Hair paste – John Masters Organic

Pastę w całości zużył mój B., był z niej na tyle zadowolny, że na najbliższych Ekocudach wpadamy na stoisko JMO i kupujemy kolejne opakowanie! Sama byłam w szoku, ale ta pasta bardzo dobrze utrzymuje w ryzach jego niesforne loczki, nie obciążając ich przy tym. Bardzo dobry produkt, ja się bałam wypróbować jej na moich włosach, ale może tym razem się skuszę, a co mi tam! Najwyżej od razu umyję moje kręciołki.. 😉

Regenerująca pomadka ochronna – Vianek

Pomadki zarówno z Vianka, jak i Sylveco są już chyba klasykiem gatunku. Regenerująca bardzo dobrze nawilżała usta delikatnie je przy tym nawilżając. Podczas jej stosowania usta były miękkie i gładkie, nie dorobiłam się żadnych suchych skórek! Zapach był przyjemny, taki trochę owocowy. Zdecydowanie będę jeszcze wracała do tych pomadek, bo są świetne. Jedyne „ale” mam do opakowania. Kartoniki są śliczne, ale same opakowanie wygląda po prostu.. tandetnie, jednak nie przeszkadza to w ich używaniu, ani dobrym działaniu.

Także to „już” wszystko, nie wiem jak to się dzieje, że moje denka są tak duże, bo serio nie wydaje mi się, żebym codziennie używała aż tylu kosmetyków, ale puste opakowania nie kłamią! A jak jest u Was z tymi zużyciami?

 

Do zobaczenia następnym razem!

Aga



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *