Tag: kosmetyki

Denko czerwiec

Denko czerwiec

Mamy początek, więc przyszedł już najwyższy czas, żeby pokazać Wam kosmetyki, które udało mi się zużyć w.. CZERWCU! Na szczęście jestem już coraz bliżej wyrównania mojego poślizgu i mam nadzieję, że jak najszybciej uda mi się opisać moje zużycia zarówno z lipca, jak i z […]

Poranna rutyna pielęgnacyjna

Poranna rutyna pielęgnacyjna

Dawno nie pokazywałam Wam moich rutyn pielęgnacyjnych nawet na Instagramie, dlatego postanowiłam to zmienić, szczególnie że mam kilka perełek, które powinny być przydatne również dla wielu z Was. Moja poranna rutyna, bo taką Wam dzisiaj pokażę, nie jest bardzo rozbudowana, ani szczególnie skomplikowana, także po […]

Denko maj

Denko maj

Nadrabiania zaległości ciąg dalszy, także tym razem przychodzę do Was z moimi zużyciami z maja. Ponownie trochę się tego zebrało, także bez zbędnego przedłużania zapraszam do lektury 😊

Szampon do włosów – Biolaven

Bardzo lubię kosmetyki z Biolavenu, uważam, że mają cudowny zapach, chociaż wiem, że nie wszystkim on pasuje, jednak dla mnie lawenda połączona z winogronami jest spełnieniem marzeń 😀 Co do samego szamponu, jest bardzo łagodny, dobrze mył skórę głowy, a piany, którą robił nie powstydziłby się nawet żaden drogeryjny szampon z SLS. Polubiliśmy się z tym produktem, chociaż miałam wrażenie, że gdyby nie odżywki, które i tak muszę stosować przy moich kręconych włosach, to włosy po nim byłyby trochę tępe i plączące się. Jednak u mnie nic takiego się nie działo. Fajny produkt, po prostu 😊

Łagodzący peeling do skóry głowy – Vianek

O konieczności stosowania peelingu skalpu mówi się coraz częściej i bardzo dobrze! Jeśli jeszcze tego nie robicie, to koniecznie musicie wypróbować 😊 peeling ma trochę konsystencję miękkiego masła, w którym zatopione są drobinki cukru. Delikatnie złuszcza martwy naskórek, łatwo się wypłukuje, a drobinki cukru podczas masażu roztapiają się. Lubiłam ten produkt, chociaż nie do końca pasuje mi ten sposób aplikacji, ale przy takiej konsystencji ciężko było wymyślić coś innego 😉 mam nadzieję, że coraz więcej firm zacznie produkować peelingi do skalpu z ładnymi składami! A ten polecam w szczególności osobom, które dopiero zaczynają z peelingowaniem skóry głowy.

Maska Smooting Treat z awokado – Garnier

Maskę tę kupiłam podczas wakacji za granicą jako ciekawostkę, ponieważ u nas takiej wersji jeszcze nie ma, ale kto wie, może w najbliższym czasie się pojawi.. Kupiłam wersję mini, jest tu zaledwie 100 ml, jednak starczyła mi na kilka użyć i jak na razie to chyba jest moja ulubiona wersja odżywek z serii Hair Food! Jeśli podczas wakacji będziecie ją gdzieś widziały, koniecznie próbujcie. Ja trochę żałuję, że wzięłam takie małe opakowanie. Skład oczywiście jest bez zarzutu 😊

Lipowy płyn micelarny – Sylveco

Jeden z moich ulubionych płynów micelarnych! Domywa dosłownie wszystko, chociaż nie wykonuję nigdy jakiegoś bardzo mocnego makijażu, ale radzi sobie bardzo dobrze. Oczy nie szczypią, jest całkiem wydajny, a zapach jest bardzo delikatny. Obecnie stosuję oleje do demakijażu, więc płyny micelarne poszły trochę w odstawkę, chociaż lubię mieć jakiś płyn micelarny w domowej kosmetyczne, tak żeby domyć jakieś oporne resztki makijażu, eyeliner lub tusz jak mi się ręka ruszy nie tam gdzie trzeba 😊

Wolf Power – Natura Siberica

Krem do twarzy dla mężczyzn, chociaż kobietom wąsy i broda też od niego nie wyrosną.. Całkiem sympatyczny, gęsty krem do twarzy. Mój B. przygodę z systematyczną pielęgnacją twarzy zaczął właśnie od tej serii. Początkowo się śmiał z Siły Wilka, czy Orlego Spojrzenia, ale nie zmieniło to faktu, że dużo chętniej dzięki temu się smarował. Także jeśli chcecie zachęcić Wasze połówki do naturalnej pielęgnacji polecam zacząć właśnie od tej serii, dodatkowo ceny są typowo drogeryjne, także zmiany panowie nie powinni odczuć żadnej.

Nawilżająca pianka do cery suchej – Eo Laboratorie

Ta pianka to prawdziwy sztos! Mój hit nad hity!! Totalne cudo! Jest bardzo delikatna, ale bardzo ładnie oczyszcza. Piana, która się tworzy jest jak bita śmietana, nie pęka szybko, nawet przy użyciu szczoteczki sonicznej. Zdecydowanie będę wracać do niej, chociaż na razie postanowiłam zamówić inne wersje z tej firmy i je sobie porównać. Nawet mój mąż ją polubił do tego stopnia, że po jej wykończeniu kupiłam żel do twarzy był bardzo rozczarowany i stwierdził „To już nie ma pianki? Może jakąś kupimy?”. Niech to będzie najlepsze polecenie 😉

Skin Food – Weleda

Ten krem kupiłam głównie z myślą o moim mężu i jego suchej skórze. Chociaż mi też zdarzyło się go użyć jako kremu-maski na noc, czy posmarować nim sobie stopy i łokcie. W obu przypadkach rezultaty były bardzo fajne, chociaż od codziennego stosowania tego kremu odstrasza mnie trochę jego gęsta konsystencja, która raczej bardziej przypomina tłustą i tępą maść apteczną, a nie krem. Dodatkowo dochodzi do tego jeszcze dość specyficzny ziołowo-cytrusowy zapach, mnie on ani jakoś bardzo nie przeszkadzał, taki jest jeszcze do zniesienia. Przed tym kremem mieliśmy Krem SOS od Resibo, jednak B. stwierdził, że Weleda jest lepsza, bo lepiej nawilża i na dłużej, ale ma gorszą konsystencję.

Bath&Masage Oil – Organique

Olejek dostałam w prezencie i jakoś opornie szło mi jego zużywanie, ponieważ na samym początku ciężko mi się było przemóc, aby wlać go do wanny, było mi go po prostu i zwyczajnie szkoda! W związku z tym 1/3 została zużyta jako olejek do masażu i tutaj sprawdził się bardzo fajnie, dawał dobry poślizg, nie wchłaniał się zbyt szybko, dzięki czemu można było wykonać dłuższy masaż. Później, jako że termin ważności już gonił, zaczęłam dodawać go w małych ilościach do kąpieli. Tutaj też się dobrze sprawił, jednak wychodząc z wanny trzeba było uważać na jej śliskie dno. Ja już tego produkt więcej nie kupię, ale to głownie dlatego że po prostu nie mam zapotrzebowania na olejki do masażu, a poza tym bardzo łatwo taki kosmetyk zrobić sobie samemu.

Rewitalizujący peeling do ciała – Naturativ

Cudów się nie spodziewałam od tego peelingu, a okazało się, że został jednym z moich ulubionych! Ma bardzo ładny cytrusowy zapach i bardzo gęstą konsystencję przypominającą bardziej krem niż peeling. Mnie bardzo odpowiada jego formuła, ponieważ zostawia on na ciele tłustą powłoczkę i warstewkę, dzięki czemu nie trzeba używać już balsamu, a rano jeszcze czuć to nawilżenie. Myślę, że jest to uczucie, które wolę bardziej zimą niż latem, także bardzo prawdopodobne, że na chłodny czas ponownie się w niego zaopatrzę.

Krem na dzień/noc z opuncją figową – Bielenda Botanic Spa Rituals

Mój kolejny ulubieniec się skończył niestety w tym miesiącu! Ten krem stosowałam tylko w nocy, na dzień był dla mnie za treściwy, ale jeśli macie suchą skórę, polecam go wypróbować. Kremik cudownie nawilża, skóra po nim jest nawilżona, mięciutka i dopieszczona. Kosmetyk ma też dość gęstą, lecz kremową konsystencję, przez co bardzo dobrze się go rozprowadza na twarzy, a jednocześnie wszystko szybciutko się wchłania. Do tego ma bardzo przyjemny zapach i daje poczucie nawilżenia. Myślałam, że ciężko będzie przebić krem na noc od Organic Surge, a tu Bielendzie się udało to bez problemu i to jeszcze w dobrej cenie 😊

Miejski krem ochronny – Resibo

Krem kupiłam typowo z przeznaczeniem na zimę, aby chronić się przed wszechobecnym smogiem panującym w mieście. Jednak tę właściwość dość ciężko jest zmierzyć, wydaję mi się jednak, że rzeczywiście może stwarzać jakąś barierę, chociażby fizyczną. Jeśli chodzi o jego właściwości to u mnie i u mojego B. krem się sprawdził świetnie! Szybciutko się wchłaniał, nie zostawiał tłustej, ani klejącej warstwy na twarzy. Buzia się po nim nie świeciła, ani nie pojawiły się dodatkowe niedoskonałości. Super sprawdził się również pod codzienny makijaż dogadując się również z minerałami, daje lekko satynowe wykończenie. Ogólnie dobry krem, chociaż nie jest tak, że już nie wyobrażam sobie bez niego mojej pielęgnacji, a moja skóra wręcz o niego błaga 😉 w sam raz na raz..

Miętowa pasta do zębów – Alterra

Bardzo fajny produkt do higieny jamy ustnej. Zęby są czyste, oddech nawet odświeżony, chociaż nie spodziewajcie się mroźniej świeżości 😉 Ta pasta to dla mnie pod względem konsystencji bardziej krem, który w ogóle się nie pieni, jednak robi swoją robotę, do tego jest tania oraz łatwo dostępna. Smak wcale nie jest jakiś zły, ale też nie wspaniały, taki ziołowy bardziej. Smak jednak znika już po kilku minutach po umyciu zębów. Muszę przyznać, że jednak będę dalej szukała mojego ideału, bo czegoś mi w niej brakowało, jednak nie jestem w stanie powiedzieć czego. Pewnie jeszcze nie raz do niej wrócę, ale to z powodu na jej super dostępność i cenę.

Wygładzające serum Figa – Mokosh

Jakoś nie mam zbytniego szczęścia do serum z Mokosha. Liposomowe mnie uczuliło, a to w sumie nie zdziałało zbyt wiele niestety. Nie zauważyłam zbytniej poprawy, skóra jaka była, taka pozostała. Serum miało olejową konsystencję i ładny zapach, ale niestety to wszystko. W sumie dobrze, że nie pogorszyła stanu cery. 😉  Nie zrażam się jednak i będę próbować z innymi wersjami.

Brzozowa pomadka ochronna – Sylveco

Pomadki ochronne to u mnie w domu totalny standard. Każdy ma swoją, plus zwykle jest jeszcze jedna domowa, tak żeby nie trzeba było nic wyciągać z torebek, czy plecaków. Tej wersji akurat najczęściej używa mój mąż, który zmaga się z opryszczką. Jednak odkąd zaczął stosować tę pomadkę, opryszczka mu się już nie pojawiła. Kiedyś myśląc, że nawet jak przestanie jej używać efekt się nadal utrzyma, zrobił sobie przerwę i od razu zaczęła mu wychodzić opryszczka. Także jeśli macie ten problem koniecznie wypróbujcie! Dodatkowo daje efekt nawilżenia ust, chroni je przed wiatrem i mrozem, nie dając przy tym zbyt mocnego połysku, co w przypadku mężczyzn może być dużym plusem.

Błękitna glinka wałdajska ze srebrem – Fitocosmetik

Dla mnie ta glinka to zupełna porażka! Bardziej przypomina mi drobno zmielony piasek niż glinkę. Gdyby na opakowaniu nie było napisane, że to glinka błękitna, to byłaby święcie przekonana, że jest on czarna! Działanie miała bardzo słabe, także temu produktowi mówię zdecydowane NIE!

Olej z zielonej herbaty – EcoSpa

Ten olej dostałam kiedyś jako gratis do mojego zamówienia. Wykorzystałam go do zrobienia swojego domowego serum olejowego i dodawałam do maseczek. Nie zrobił na mnie jakiegoś specjalnego wrażenia, także raczej już więcej go nie zamówię.

Eukaliptusowy olejek eteryczny – Etja

Uwielbiam olejki eteryczne tej firmy, mają bardzo intensywne zapachy, które dość długo się utrzymują. Całkowicie im ufam, również w ich jakość. Praktycznie wszystkie olejki eteryczne jakie mam, są właśnie z Etja. Natomiast eukaliptusowy olejek eteryczny w całości został zużyty do inhalacji w okresie chorobowym.

Olej  z czarnuszki – Olejowe Smaki

Olejowe Smaki poznałam na Ekocudach, gdzie kupiłam właśnie ten olej z czarnuszki oraz olej lniany. Wszystko tak jak powinno być, czyli z lodóweczki pod ladą. Dodatkowo wszystkich olejów można było spróbować, a do tego pani sprzedała nam patent na jedzenie tego oleju! Najlepiej wafel posmarować miodem i na to dać olej. Prawdziwy game changer 😀 ale z kosmetycznych zastosowań to super nadaje się do olejowania problematycznej skóry głowy, a nawet do olejowania moich loczków. Świetnie się sprawdził, na pewno jeszcze z Olejowych Smaków będę coś kupować!

Olej neem – Calaya

Kolejny olej funkcyjny, który wykorzystałam głównie do olejowania skóry głowy mojego męża, ponieważ cały czas walczymy z jego ŁZS. Olej zdecydowanie pomagał, chociaż jego największą wadą jest jego zapach, który było czuć nawet po zemulgowaniu go odżywką i umyciu głowy szamponem. Musicie rozważyć, czy jego zalety przeważają nad delikatnym smrodkiem 😉 w maseczkach na twarz się sprawdzał i mam wrażenie, że trochę wyciszał zmiany na twarzy.

Olej z alg laminaria – EcoSpa

Kocham oleje z alg! A właściwie jest to połączenie ekstraktu olejowego z alg z olejem z pestek winogron 😉 cudownie nawilża, napina, ujędrnia, działa antycellulitowo w tym zakresie dużego szału nie ma, chociaż zdecydowanie zauważyłam poprawę. Używałam go solo, zrobiłam też domowy olejek oraz masło. I tę ostatnią formę lubię najbardziej.

Jak Wam się podobają moje zużycia?

Do zobaczenia następnym razem!

Aga

Miesiąc bez zakupów kosmetycznych

Miesiąc bez zakupów kosmetycznych

Zawsze mi się wydawało, że jestem świadomym konsumentem, że kupuję tylko wtedy, kiedy potrzebuję, a promocje nie robią na mnie większego wrażenia, chyba że w ofercie jest coś czego rzeczywiście potrzebuję. Jednak są u mnie dwie kategorie kosmetyków, nad którymi poczułam, że delikatnie zaczynam tracić […]

Denko kwiecień

Denko kwiecień

Denko kwiecień Przez zawirowania rodzinne i zdrowotne trochę bloga znowu zaniedbałam, ale niestety tak to czasem w życiu bywa. Teraz obiecuję poprawę i regularność we wpisach, możecie mnie z tego rozliczać 😊 Także zaczynam nadrabiać zaległości i rozpocznę denkiem! Co miesiąc zadziwia mnie ilość zużytych […]

Denko marzec

Denko marzec

Z miesiąca na miesiąc zaczyna mnie coraz bardziej zadziwiać ilość kosmetyków, które zużywam. Kiedyś, gdy jeszcze nie zbierałam pustych opakowań, wydawało mi się, że może być ich maksymalnie 5! Cóż.. troszkę się pomyliłam 😉 Zupełnie nie wiem jak to się dzieje! Dobrze chociaż, że umiem się opanować i nie robię dużych zapasów. 😉 A jak jest u Was?

 

NATURALNY NAWILŻAJĄCY ŻEL POD PRYSZNIC – YOPE

Zacznijmy od marki Yope, która jest ulubieńcem dużej liczby osób. Sama też się do niej przekonałam, chociaż nie wszystkie składy mi się podobają 😉  żel pod prysznic, ma wzorowy skład i zapach kokosa z solą. Połączenie to wydaje się dość zaskakujące i nie wiedziałam, czego się spodziewać. Już po pierwszym użyciu nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że jest to zapach, który znam, ale nie wiedziałam skąd. Odpowiedź przyszła do mnie dopiero po dwóch tygodniach i okazało się, że pachnie… basenem 😊 ale nie chlorem, po prostu taki zapach unosi się na basenie. Podsumowując, bardzo fajny produkt, dobrze mył, nawet się pienił, jest wydajny, ma niebanalny zapach, z pewnością będę próbowała innych wersji zapachowych.

NATURALNE MYDŁO W PŁYNIE – YOPE

Kolejnym produktem tej samej firmy jest mydło w płynie o zapachu wanilii i cynamonu. Muszę przyznać, że ja po prostu go uwielbiam! Jest wręcz cudowny! Postanowiłam, go wykorzystać w okolicy Świąt Bożego Narodzenia, aby dodać nim trochę świątecznego nastroju w domu. Uważam, że od grudnia do marca to całkiem niezły wynik jeśli chodzi o wydajność, szczególnie że korzystałam z niego zarówno w łazience, jak i w kuchni. W obu tych miejscach sprawdzał się bez zarzutu! Myślę, że jeszcze będę próbować innych zapachów, chociaż najpewniej będę szukać na promocjach, bo te mydła bardzo tanie nie są.

ANTI-FRIZZ CONDITIONER – PETAL FRESH

Moja pierwsza odżywka z tej firmy, kupiłam ją na promocji 2+2 w Rossmannie. Skład ma bez zarzutu, do tego całkiem bogaty! Konsystencja jest dość gęsta, jednak tak w sam raz, przez co bardzo łatwo jest wydostać produkt z butelki. Zapach lawendy jest delikatny i miało wyczuwalny jak dla mnie, chociaż nie wiem, czy w tym temacie jestem w pełni wiarygodna, ponieważ w trakcie jej używania miałam dość silny katar 😉 jednak ta odżywka zdecydowanie mnie urzekła! Po tej użyciu miałam super włosy i super skręt (jeśli nie wiecie, to mam kręcone włosy). Tak naprawdę to chyba jedna z najlepszych odżywek emolientowo-humektantowych jakie miałam do tej pory, szczerze polecam!

PEELING DO SKÓRY GŁOWY – NATURA SIBERICA

Zużyć całe opakowanie, to było istne wyzwanie! Peeling, chociaż ja bym go bardziej nazwała szamponem z drobinkami peelingującymi, jest bardzo wydajny i pieni się jak szalony! Konsystencja jest lejąca, drobinek jest bardzo dużo, aż czasami miałam problem, żeby za jednym razem pozbyć się ich wszystkich! „Na szczęście” używam jeszcze kilku odżywek po myciu, więc nigdy nic mi na głowie nie zostało 😉 głównym detergentem w peelingu jest SCS, czyli dość mocny detergent. Z tego powodu nie polecam używać go co jakieś dwa tygodnie. Ja z jego działania byłam zadowolona, robił to co powinien, a włosy po jego zastosowaniu były przyjemnie odbite od nasady.

KREM POD OCZY EAGLE LOOK – NATURA SIBERICA

Kolejnym produktem od Natura Siberica jest krem pod oczy. Producent obiecuje efekt liftingu, ja jednak słysząc takie zapewnienia zawsze jestem bardzo ostrożna i patrzę na nie z przymrużeniem oka. Liftingu żadnego nie zauważyłam, jednak zdecydowane jest to bardzo nawilżający krem pod oczy. Jest bardzo gęsty oraz treściwy, dało się go nałożyć grubszą warstwą i nawet wtedy ładnie się wchłaniał. Bardzo lubiłam go używać szczególnie wieczorem. Jak możecie się zorientować po opakowaniu, jest to seria przeznaczona dla mężczyzn, jednak mnie po jego stosowaniu żadne wąsy nie wyrosły i Wam też nic się nie stanie 😉 ogólnie bardzo fajna seria, kosmetyk stosowałam na spółkę z mężem, bo ma on aż 30 ml, także starcza na długo 😊

KREM SOS – RESIBO

Czas na kolejny polski akcent w tym denku, a jest nim krem do zadań specjalnych od Resibo. Według mnie jest to produkt dla Was, jeśli macie suchą skórę, nie tylko na twarzy lub potrzebujecie ochrony przed mrozem i wiatrem. Krem ma delikatny zapach, właściwie praktycznie niewyczuwalny, jest dość gęsty, jednak nie tłusty, bardzo szybko się wchłania i pozostawia delikatną warstwę ochronną. Ja ten krem stosowałam na suche łokcie oraz pięty i do tego celu sprawdził mi się bardzo dobrze, lecz ze względu na cenę, trochę szkoda było mi go używać codziennie do stóp. Natomiast mój mąż ma miejscami bardzo wymagającą skórę, która jest ekstremalnie wysuszona, przy kilkukrotnej reaplikacji krem bardzo dobrze sobie z nimi radził. Myślę, że na zimę może do niego jeszcze wrócimy.

HIBISKUSOWY TONIK DO TWARZY – SYLVECO

Jeden z fajniejszych toników firmy Sylveco. Jest bardzo wydajny, jeżeli używacie do przemywania twarzy płatków kosmetycznych, to wystarczy dosłownie kilka kropel, aby przemyć całą twarz i szyję. Ten tonik zostawia przyjemne poczucie nawilżenia na twarzy, nie klei się i ma bardzo przyjemny zapach. Jego minusem jest jednak obecność substancji myjących w składzie, przez co nie powinien być zostawiany na skórze. Ja go zawsze zmywam i ponownie tonizuję skórę innym produktem. Z tego powodu najczęściej wykorzystywałam go do porannego oczyszczenia twarzy, albo jak dodatek do domowych maseczek w płacie.

PASTA DO ZĘBÓW – BIO2YOU

Szczerze mówiąc, to jestem tym produktem dość mocno rozczarowana. Producent zapewnia, że pasta powinna oczyszczać zęby dając jednocześnie efekt ich wybielenia. Oczywiście jakiś cudów w tym zakresie się nie spodziewałam, jednak po co obiecywać przysłowiowe gruszki na wierzbie? Oprócz braku obiecanego wybielenia, pasta daje minimalne odświeżenie i słabo się pieni. Jedynym jej plusem jest opakowanie oraz konsystencja pasty, dzięki którym zawartość tubki idealnie się wyciska i cały produkt da się wydobyć bez pomocy specjalnych wyciskaczy. Mimo wszystko zdecydowanie do niej już nie wrócę.

OLEJ ARGANOWY – NACOMI

Bardzo dobry nierafinowany olej, który kupiłam kiedyś przy okazji na promocji w Hebe. Olej fajnie się sprawdził zarówno do maseczek na twarz i ciało, jak i do olejowania włosów. Niestety stosowany solo na skórę mnie zapchał ☹ olej ma cudowne działanie i bardzo go lubię, jednak jego dużą wadą jest zapach, który kojarzy mi się z zepsutym nabiałem. Smrodek ten nasila się, gdy postanowicie połączyć olej arganowy z jogurtem naturalnym i położyć to wszystko na twarz w formie maseczki zaraz pod nos. Ciężko było wytrzymać, oj ciężko 😉

OLEJEK ETERYCZNY POMARAŃCZOWY – ETJA

Będzie krótko, ale treściwie. Bardzo mocno polecam Wam olejki eteryczne tej firmy! Są bezpieczne do stosowania bezpośrednio na skórę, ładnie pachną i mają buteleczkę z ciemnego szkła. Czego chcieć więcej od olejków eterycznych? Ja najszybciej zużywam właśnie pomarańczowy, ponieważ dodaje go czasem jako środek zapachowy do prania, albo do maseczek, czy domowych kosmetyków.

MASŁO DO CIAŁA – DOMOWE

Z tego masła jestem zadowolona jak jeszcze z żadnego kosmetyku, który sama zrobiłam! Śmiem nawet twierdzić, że było to najlepsze masło do ciała jakie stosowałam do tej pory! Tak, wiem! Skromność to moje drugie imię 😉 jednak wyszła mi taka cudna konsystencja i działanie, że po prostu inaczej nie mogę! Jednak żeby nie było tak pięknie, to zgubiłam karteczkę, na której zapisałam przepis! Pamiętam składniki, także będę je próbowała odtwarzać. Zobaczymy co mi z tego wyjdzie.

GLUKONOLAKTON – ECOSPA

Dodawałam go toników, maseczek, jednak jak widzicie pojemność i krótki termin ważności mnie pokonały i niestety muszę większą część tego produktu wyrzucić. Dopiero po fakcie zorientowałam się, że mogłam go wrzucić do kąpieli stóp, albo do wanny, ponieważ glukonolakton jest właśnie znany ze swoich nawilżających właściwości. Następnym razem tak zrobię. 😊

PODKŁAD MINERALNY – ANNABELLE MINERALS

Jak widzicie, jest to najmniejsze dostępne opakowanie podkładu mineralnego, ma pojemność 1 g. A jest ono jeszcze z czasu, gdy dobierałam sobie odpowiedni kolor produktu. Wbrew temu co może się Wam wdawać, przy podkładach mineralnych taka ilość powinna wystarczyć na minimum miesiąc! Produkty mineralne są niesamowicie wydajne. Ja przepadłam i mam już swoje pełnowymiarowe opakowania i szukam również wśród innych firm. Może znajdzie się ktoś lepszy od Annabelle?

PIANKA DEFINED CURLS – PANTENE PRO-V

Na początku muszę zaznaczyć, że ten produkt z naturalnością ma tyle wspólnego co piersi Pameli Anderson 😉 jednak znalezienie produktu naturalnego, który utrzyma w ryzach moje kręcone włosy jest bardzo ciężkie, w związku z tym muszę kombinować. Do czasu aż uda mi się znaleźć produkt, dzięki któremu nie będę wyglądała jak czarownica,  niestety będę korzystała z takich produktów. Sama pianka jest bardzo przyjemna, loki są zdefiniowane i nawet utrzymują się 3-4 dni.

BORN IN PARADISE – ESCADA

Uwielbiam prawie wszystkie perfumy tej firmy! Mają cudownie świeże i owocowe zapachy, bardzo mi pasują i jak tylko mogę, to staram się coś takiego mieć u siebie. Niestety ceny oryginalnych perfum są wysokie i często po prostu szkoda mi kasy na nie. Taką sumę wolę wydać na krem do twarzy, wyjście ze znajomymi, czy mężem. Na szczęście czasami zdarza mi się dostać takie perfumy w prezencie i tak było w tym wypadku. 😊 specjalnie nie opisuję Wam zapachu, bo oprócz tego co jest na samym początku zupełnie nie wiem, jak je jeszcze określić. Najlepiej wybrać się do drogerii i samemu sprawdzić 😉

 

Podliczając wszystkie produkty, wyszło na to, że zużyłam ich aż 15! Nie wiem skąd ich się tyle bierze.. pamiętajcie tylko, że to są kosmetyki, których wykorzystanie zajęło mi przynajmniej parę miesięcy! Także tak się w tym miesiącu po prostu złożyło, że wyszło ich aż tyle 😊

 

Jak Wam się podobają moje zużycia? Miałyście już coś?

Do zobaczenia następnym razem!

Aga